Rok
nie zamyka się jednym gestem ani jedną datą. Raczej rozprasza się powoli, jak
światło, które pod koniec dnia jeszcze przez chwilę osiada na powierzchniach
rzeczy, zanim ustąpi miejsca zmierzchowi. Kiedy próbuję go opowiedzieć, nie
układa się w ciągłą narrację. Jest zbiorem obrazów, fragmentów krajobrazu,
chwil zawieszonych pomiędzy trwaniem a pamięcią. Przypomina szkocką ziemię —
niejednoznaczną, zmienną, czasem surową, czasem zaskakująco łagodną. Taką,
która nie daje się do końca poznać, ale pozwala się doświadczać.
Było w nim lato, w którym światło trwało zbyt długo, jakby nie chciało uznać granic wyznaczanych przez czas. Wieczory były ciepłe i otwarte, a rytm dni wyraźnie zwalniał. Wystarczało usiąść nad wodą, by poczuć, że porządek świata — choć kruchy i chwilowy — nadal istnieje. Spacery bez celu, ścieżki prowadzące donikąd, zatoczki ukryte przed wzrokiem stały się ważniejsze niż miejsca zaplanowane i nazwane. To one zapisywały się w pamięci najtrwalej.
Z biegiem miesięcy coraz wyraźniej było widać, że rok nie składa się z wydarzeń, lecz z drobnych momentów. Z porannej kawy wypitej w ciszy. Z zapachu morza po deszczu. Z lasu, który nie stawia pytań i nie oczekuje odpowiedzi. Sens ujawniał się w prostocie — w tym, co nie domaga się uwagi, a jednak ją przyciąga. Najbardziej znaczące okazywało się to, co przychodziło nieplanowane, jakby z marginesu codzienności.
Ten rok przyniósł kilka cichych rozpoznań: że to, co istotne, rzadko bywa głośne; że uważność jest formą obecności; że spontaniczność bywa najuczciwszym planem; że dom nie zawsze jest miejscem, czasem jest stanem, chwilowym poczuciem zakorzenienia.
W nowy rok nie wchodzę z deklaracjami ani postanowieniami. Raczej z gotowością — na to, co nieoczekiwane, na to, co zwyczajne. Z pragnieniem patrzenia uważniej, zatrzymywania się tam, gdzie wcześniej dominował pośpiech. Być może dobre życie nie polega na intensywności, lecz na zgodzie na powtarzalność i na umiejętności dostrzegania sensu w tym, co pozornie nieznaczące.
Jeśli ten rok miał mnie czegoś nauczyć, to tego, że piękno nie jest oddzielone od codzienności. Ono wydarza się blisko — w prostych gestach, w rytmie dni, w chwilach, którym pozwala się trwać.
Niech
nadchodzący rok będzie spokojny i uważny.
Niech przyniesie to, czego naprawdę potrzeba — nawet jeśli jeszcze nie
potrafimy tego nazwać
….. i nie dajmy sobie wmówić, że żyjemy w świecie według Trumpa…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz