O MNIE


 Witam!


O mnie

czyli kto tu właściwie pisze i dlaczego

Witam! Mam na imię Agnieszka i jestem kobietą trochę retro — co oznacza, że wolę listy od SMS-ów, herbatę od latte i książki od wszystkiego innego. Szczególnie te, które można pochłaniać na kilogramy, przy zaciągniętych zasłonach, w towarzystwie latarki schowanej pod kołdrą, bo mama już dawno zgasiła światło.

Wychowałam się na Muminkach i na dzieciach z Bullerbyn, na przygodach Tomka Wilmowskiego i opowieściach Arkadego Fiedlera, który zasiał we mnie coś nieuleczalnego — przekonanie, że świat jest wielki, piękny i bezwzględnie wart zobaczenia. Do dziś nie potrafię przejść obojętnie obok globusa.

Namiętnie czytam Boya-Żeleńskiego, bo kto jak kto, ale on wiedział, że życie jest zbyt krótkie na nudę i zbyt ciekawe na udawanie powagi. Uwielbiam powieści Mniszkówny — tak, wiem, wiem — i Dołęgi-Mostowicza, który miał tę rzadką umiejętność pisania o ludziach z czułością i ironią jednocześnie, nie krzywdząc ani jednego, ani drugiego.  A moim ulubionym reportażystą był i pozostaje Ryszard Kapuściński — ten, który potrafił pojechać na koniec świata i wrócić z opowieścią tak ludzką, że człowiek czytał i myślał: przecież ja tam byłam, przecież ja to znam. Nie byłam. Ale taką miał moc.

Kiedyś chciałam zdobyć Kilimandżaro. Dziś marzę o małym domku gdzieś nad Adriatykiem i o wyprawie na Borneo. Zmieniam się — ale kierunek pozostaje ten sam: przed siebie.


Mieszkam w Szkocji od 2014 roku. Przyleciałam samolotem z Katowic — miał to być wyjazd na jakiś czas, i jak to zwykle bywa w takich przypadkach, zapuściłam korzenie. Na dalekiej północy albo prawie — w linii prostej jakieś 180 mil od Edynburga. Prawdziwa szkocka prowincja, wrzosowiska, zamki i deszcz, który pada z taką regularnością, że człowiek zaczyna go traktować jak starego znajomego.

Nie jestem stąd — to wiem na pewno. Ale do Polski też mi daleko. Emigracja zmienia człowieka w sposób, którego nie widać od razu, jak te powolne szkockie rzeki, co płyną spokojnie, a drążą głęboko. Nie narzekam. Po prostu opisuję, jak jest — subiektywnie, bo inaczej nie potrafię i nie zamierzam próbować.



Jaki jest ten blog

Jest subiektywny. Jest mój. To Moja mała Szkocja — nie ta z folderów turystycznych i zdjęć stockowych, ale ta, którą widzę na co dzień: zamki mniej znane, miejsca pominięte przez przewodniki, historia opowiedziana bez uproszczeń, kuchnia bez upiększeń. Lubię historię i archeologię, dlatego znajdziecie tu relacje z wypraw do miejsc, o których zbiorowe przewodniki milczą z przyzwyczajenia.

Pozwalam sobie też na własne zdanie — o szkockich zwyczajach, o życiu na prowincji, o polityce, bo ukrywanie poglądów wydaje mi się równie nudne co czytanie książek bez fabuły. Hejt możliwy. Ale co mi tam.


Piszę dla tych, którzy — tak jak ja kiedyś — szukają Szkocji prawdziwej, tej za pagórkiem, za zakrętem drogi, poza utartym szlakiem. I dla tych, którzy po prostu lubią dobrą opowieść przy herbacie. Powiem nieskromnie — nie znajdziecie nigdzie lepszego przewodnika.

Dziewczynka, która czytała z latarką pod kołdrą, nie odpuszcza tak łatwo. Dlatego tu jestem.

Życzę miłej lektury 😊





Współpracuję z:


Moje przepisy znajdziesz na :






***

My Little Scotland

About me

or: who is actually writing here, and why

Hello! My name is Agnieszka and I am a woman who is, let's say, a little retro — which means I prefer letters to text messages, tea to lattes, and books to just about everything else. Especially the kind you can devour by the kilogram, with the curtains drawn and a torch hidden under the duvet, because Mum turned the lights off long ago and apparently expects you to sleep.

I grew up on Moomins and the Children of Noisy Village, on the adventures of Tomek Wilmowski and the stories of Arkady Fiedler, who planted something incurable in me — the conviction that the world is vast, beautiful, and absolutely worth seeing. To this day I cannot walk past a globe without wanting to spin it.

I devour Boy-Żeleński, because if anyone understood that life is too short for boredom and too interesting for false solemnity, it was him. I adore the novels of Mniszkowna — yes, I know, I know — and those of Dołęga-Mostowicz, who had that rare gift of writing about people with tenderness and irony at once, wounding neither. And my favourite reporter, always and without hesitation, was Ryszard Kapuściński — the one who could travel to the ends of the earth and come back with a story so deeply human that you read it thinking: I was there, I know that feeling. I wasn't. But that was his power.

Once I wanted to climb Kilimanjaro. These days I dream of a little house somewhere on the Adriatic coast and an expedition to Borneo. I have changed — but the direction remains the same: forward.


I have lived in Scotland since 2014. I arrived by plane from Katowice — it was supposed to be a temporary adventure, and as so often happens in such cases, I put down roots. On the far north, or nearly — roughly 180 miles from Edinburgh as the crow flies. True Scottish countryside: moorlands, castles, and rain that falls with such regularity that you begin to treat it as an old friend. An uninvited one, but familiar.

I am not from here — that much I know for certain. But Poland feels far away too. Emigration changes you in ways that are not immediately visible, like those slow Scottish rivers that flow gently and run deep. I do not complain. I simply describe things as they are — subjectively, because I cannot do it any other way and have no intention of trying.

What this blog is

It is subjective. It is mine. This is My Little Scotland — not the one from tourist brochures and stock photographs, but the one I see every day: lesser-known castles, places overlooked by guidebooks, history told without shortcuts, food described without flattery. I love history and archaeology, so you will find here accounts of visits to places that mainstream guides ignore out of habit.

I also allow myself opinions — on Scottish customs, on life in the countryside, on politics, because hiding what you think strikes me as roughly as dull as reading a novel with no plot. Criticism is possible. But there you have it.

I write for those who — just as I once did — are looking for the real Scotland: the one beyond the hill, around the bend, off the beaten track. And for those who simply enjoy a good story over a cup of tea. I will say it without false modesty — you will not find a better guide anywhere.

A girl who reads with a torch under the duvet does not give up easily. That is why I am here.

Enjoy the read 😊

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz