Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inverness. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inverness. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 maja 2026

Salt N Fire — World Flavours in the Heart of Inverness


If you think Inverness is a city strictly for lovers of haggis, black pudding and fish and chips, I have a surprise for you. Right in the centre of the Highland capital, tucked away inside the historic arcades of the Victorian Market, a small culinary revolution is quietly taking place.

It's called Salt N Fire.

*****

Salt N Fire — roślinne smaki świata w sercu Inverness

Jeśli myślicie, że Inverness to miasto wyłącznie dla miłośników haggisu, czarnego puddingu i fish and chips — mam dla Was niespodziankę. W samym centrum stolicy szkockich Highlandów, ukryta w zabytkowych arkadach Victorian Market, czeka na Was mała kulinarna rewolucja.

Nazywa się Salt N Fire.

Wpis zawiera lokowanie produktu.

piątek, 12 grudnia 2025

Magia Świątecznych Jarmarków i Wegańska Uczta w Salt ‘n’ Fire.

Zima ma swój niepowtarzalny urok, szczególnie kiedy zbliżają się święta. Miasta zaczynają tętnić życiem, a ulice wypełniają się zapachami, które budzą wspomnienia o ciepłych, rodzinnych chwilach. Jednym z najpiękniejszych momentów w tym okresie są oczywiście świąteczne jarmarki. To miejsca, gdzie tradycja łączy się z nowoczesnością, a atmosfera pełna jest magii. To czas, kiedy każdy zakątek miast rozświetlają miliony światełek, a w powietrzu unosi się zapach korzennych przypraw, grzanego wina i świeżych wypieków. Ale nie tylko to sprawia, że jarmarki są tak wyjątkowe.

Magia Świątecznych Jarmarków

Świąteczne jarmarki mają w sobie coś ponadczasowego. Wystarczy spacerować wśród drewnianych straganów, słuchając dźwięków świątecznych piosenek, by poczuć, jak na chwilę zatrzymuje się czas. Te małe, klimatyczne miasteczka bożonarodzeniowe, które pojawiają się na głównych placach miast, zapraszają do odkrywania nie tylko rękodzieła i unikalnych prezentów, ale również smaków, które trudno znaleźć gdzie indziej. W tym okresie miłośnicy sztuki rzemieślniczej, czekolad, miodów, czy oryginalnych ozdób mają okazję zakupić coś, co przypomni im o tej wyjątkowej atmosferze przez cały kolejny rok.

piątek, 10 listopada 2023

Salt ‘N’ Fire

 Post zawiera lokowanie produktu.


Salt ‘N’ Fire – wegański street food o orientalnym zabarwieniu. Opisałam je już na moim drugim blogu Moje szkockie smaki. Aż trudno uwierzyć, że od tego czasu minął już rok, bardzo owocny rok w życiu tego miejsca i mojej przyjaciółki Lary, która jest jego współwłaścicielką.

Salt ‘N’ Fire, na stale wpisało się w klimat Victorian Market w Inverness a wielu z tutejszych mieszkańców nie wyobraża już sobie życia bez klimatycznego, orientalnie wegańskiego take away.

Ciężka praca jaką włożyła Lara, przyniosła owoce. Jak na profesjonalistkę przystało przygotowywała się do nowego wyzwania przez wiele miesięcy - nie tylko od strony finansowej, ale również kończyła liczne kursy niezbędne do pracy i zarzadzania gastronomią. Szczerze przyznam, że patrzyłam na to z podziwem i mocno jej kibicowałam. Efekty jej wysiłku, zaledwie po roku funkcjonowania Salt ‘N’ Fire są naprawdę imponujące.

niedziela, 4 czerwca 2023

Ness Islands


Inverness to miejsce, do którego zawsze chętnie będę wracać i to nie tylko w celach typowo turystycznych. Miasto to ma wszystko czego tak naprawdę potrzebuje, aby od czasu do czasu wyrwać się z wiejskich klimatów, w którym żyje. Czasami ta ‘wiejskość’ i rytm małego miasta zaczyna mi doskwierać. Równocześnie na sama myśl, że miałabym ponownie zamieszkać w wielkim mieście, ba nawet spędzić w nim kilka dni, dostaje bólu głowy. Inverness z jego namiastką wielkomiejskości pozwala mi na zaspokojenie moich tęsknot za dużym miastem, a równocześnie mnie nie meczy, ba nawet pozwala na szybką regenerację sił po intensywnym przeszukiwaniu lokalnych sklepów😊

I tym razem zakupy, a przede wszystkim potrzeba odświeżenia letniej garderoby przyciągnęła mnie do miasta. Co prawda po lockdownie wiele sklepów wycofało się z Inverness, czy też na stałe przeniosło się ze sprzedażą do Internetu, i na zakupy przez duże ‘Z’ najlepiej wybrać się do Aberdeen, to jednak w dalszym ciągu wybór pozostaje większy niż w Elgin. Poza tym jest tu niezliczona ilość małych knajpek i bistro, gdzie można uraczyć się daniami kuchni z różnych zakątków świata.

sobota, 15 sierpnia 2020

Śladami Makbeta.

Śladami Makbeta. Ale tego prawdziwego.

O królu, którego Szekspir skutecznie zrujnował — i o miejscach, które pamiętają go inaczej.


Kilka tygodni temu postanowiłam poszukać wycieczki jednodniowej po Highlandach. Nic wielkiego — Isle of Skye albo okolice Moray, z przewodnikiem, żeby nie musieć samej nawigować po tych krętych drogach, gdzie owca na środku jezdni to nie anegdota, lecz codzienność.

I znalazłam. Wycieczka zatytułowana dumnie: Śladami Makbeta. Oczywiście się wciągnęłam. Kliknęłam. Przeczytałam program. I westchnęłam.

Inverness. Cawdor Castle. Inverness. Znowu Cawdor Castle. Może jeszcze raz Inverness, dla pewności.

Żadnych miejsc, które rzeczywiście mają coś wspólnego z prawdziwym Makbetem — tym z historii, nie z dramatu. Żadnego Forres, żadnego Dingwall, żadnego Elgin. Szekspirowska wersja króla wygrała z rzeczywistością tak skutecznie, że prawie wymazała tę drugą z turystycznych folderów.

A szkoda. Bo prawdziwy Mac Bethad mac Findlaich — tak brzmiało pełne imię szkockiego króla — był postacią o wiele bardziej interesującą niż sugeruje dramat angielskiego pisarza, który miał swoje powody, żeby go przedstawić w jak najgorszym świetle. O tych powodach napiszę na końcu — wiem, że maturzyści czytają ten blog, więc niech coś z tego wyciągną 😊.

Dziś zabieram was w trasę moją — tę z historią w tle, nie ze sztampowym przewodnikiem w ręku.

niedziela, 26 stycznia 2020

Inverness nie tylko na weekend.


Ord Hill widok na Kessock Bridge
Od blisko dwóch lat opisuję miejsca, które warto odwiedzić w Inverness i jego okolicach. Nie wszędzie jeszcze dotarłam, ale zawsze tak będzie, że znajdzie się jeszcze coś nowego i interesującego do zobaczenia. Myślę, że po tych wszystkich miesiącach zwiedzania i odkrywania czas na małe podsumowanie i uporządkowanie informacji o tym wyjątkowym miejscu na mapie Szkocji jak i o jego okolicach, równie interesujących i wartych odwiedzenia.
Do napisania tego tekstu przymierzałam się od kilku dobrych tygodni, ale zupełnie nie wiedziałam od czego zacząć. Miasto i przylegle do niego tereny są bardzo ciekawe  i trudno zdecydować się co wyróżnić, o czym jedynie wspomnieć, a co zupełnie pominąć. Długo zastanawiałam się jak ponownie pokazać wam Inverness, i nie stworzyć czegoś na kształt kolejnego poradnikowego postu w stylu to musisz zobaczyć…, ale nic nie przychodziło mi do głowy. Zawsze w takich sytuacjach, gdy nie mam pomysłu to wybieram się na długi spacer. Zdecydowanie odświeża to umysł i pozwala ogarnąć myśli i poszukać ‘natchnienia’. I tak było tym razem. Z użyczonym mi pieskiem o wdzięcznym imieniu Podo, w ubiegłą niedzielę, w ‘zimowych’ okolicznościach, ponownie przemierzyłam szlak leśny w okolicach Inverness, o którym wspomniałam w jednym z moich poprzednich postów: Moda na szkockie lasy.

środa, 1 stycznia 2020

Winter Solstice - Święto odrodzenia się Słońca.

Są takie miejsca, do których chętnie wracam. Dlaczego tak się dzieje? Pomyślicie z pewnością, że przyciągają mnie do nich piękne widoki, czy też chęć zrobienia sobie zdjęcia na tle rozpoznawalnej i ‘lansowanej’ przez przewodniki turystyczne budowli. Nic bardziej mylnego. 

CLAVA CAIRNS
Cóż lans nie był i nie jest moją najmoc - niejszą stroną (a szkoda, bo dobrze się w obecnych czasach sprzedaje). Miejsce, do którego chciałam koniecznie wrócić, to Clava Cairnsznajdujące się w okolicach Inverness, w pobliżu, opisanego również na tym blogu Culloden Battlefield. A powód, dla którego chciałam to zrobić i to właściwe o tej porze roku, a dokładnie 22 grudnia, był wyjątkowy.  Dlaczego? Jeśli śledzicie mojego bloga, to z pewnością wiecie, że historia, a przede wszystkim archeologia, to moje pasje. A gdzież lepiej oddać się ich kontemplacji niż w miejscu, które, być może, jest starsze od samych egipskich piramid? Bez obawy nie przybyłam tu z małym szpadelkiem i szczoteczkami, aby wydobywać z ziemi kości pierwotnych mieszkańców tych ziem, czy też w poszukiwaniu prehistorycznych klejnótow. Chciałam koniecznie przyjechać tu w najkrótszym dniu roku tj. 22 grudnia, aby zobaczyć jak doskonałymi astronomami i matematykami byli ówcześni i wczuć się w atmosferę prahistorycznego, obchodzonego przez pogan święta zimowego przesilenia- WINTER SOLSTICE - Święta odrodzenia się Słońca.

sobota, 22 czerwca 2019

Kanał Kaledoński.

Fort August i mający tu swój początek Kanał Kaledoński, to ostatni przystanek na mojej drodze wzdłuż południowych brzegów Loch Ness. Tu w planach była wycieczka statkiem po wodach jeziora, ale tym razem to nie pogoda mi w tym przeszkodziła (tak jak to miało miejsce w Urquhart Castle), ale tłumy chętnych do tej atrakcji.
Kanał Kaledoński.

 Nie spodziewałam się, że Fort August będzie tak zatłoczony! Wszystkie knajpki, budki z jedzeniem na wynos, wręcz pękały w szwach. Podobnie jak sklepy z pamiątkami. Zatłoczone były również nadbrzeża kanału i to do tego stopnia, że trudno było swobodnie wykonać zdjęcia podpływających do śluzy łodzi. Cóż mogłam się tego spodziewać. Fort August ze względu na swoje położenie i główną atrakcje Caledonian Canal, jest miejscem bardzo popularnym wśród turystów.

sobota, 15 czerwca 2019

The Great Glen Way.

Od kilku tygodni opisuje kolejne przystanki na drodze wokół Loch Ness. Jeśli trafiliście tu po raz pierwszy, to odsyłam was do poprzednich postów. Wszystkim, którzy śledzą moje wpisy na blogu, proponuje małą przerwę, wymuszoną zmianą kierunku drogi, ale bardzo przyjemną i ciekawą pod względem krajobrazowym.
on the road to Fort August

Od Falls of Foyers droga nieznaczne odbija w głąb lądu. Nadal prowadzi równolegle do brzegów jeziora, ale w dość dużej od nich odległości. Jest pełna wzniesień i pagórków. Po obu jej stronach, od czasu do czasu, waszym oczom ukaże się niewielkie malownicze jezioro lub wijąca się serpentyną rzeka. Jednak największą atrakcją tego odcinka jest Great Glen Ways.

Falls of Foyers- Loch Ness cześć IV


Kolejny przystanek, na drodze dookoła Loch Ness, to Falls of Foyers. Zjawiskowy wodospad usytuowany na rzece Foyers, jednej z wielu zasilających wody jeziora. Jest to zarazem ostatni punkt, przed Fort August, gdzie możecie zejść nad brzeg Loch Ness. Z dużą przyjemnością się tu zatrzymałam, chciałam odpocząć od, traumatycznych’ 😊, przeżyć sprzed godziny, na przystanku Boleskine House
Jak z pewnością zauważyliście, lubię wodospady (każdy kto odwiedza Szkocję się w nich zakochuje). Jest w nich coś bardzo przyciągającego. Szum spadającej z impetem wody, spienionej, kipiącej swoją bielą, często pomieszanej z brązowym odcieniem wypłukiwanego torfu, jest magnetyzujący. Można się w nią wpatrywać całymi godzinami.

Niestety, przy większości z nich, nie będziecie w stanie zatrzymać się na dłużej. Tłumy chętnych, do odwiedzenia takich miejsc, wam na to nie pozwolą. Często punkty widokowe, ze względu na uwarunkowania terenu, mają dość ograniczoną przestrzeń.
Falls of Foyers to nie tylko wodospad, to przede wszystkim urzekająco usytułowany szlak, którym z głównej drogi możecie dojść do jeziora. Przejście go zajmuje około 2 godzin. Ja nie mogłam sobie pozwolić na tak długi przystanek. Moje odwiedziny, w tym miejscu, ograniczyły się więc jedynie do przejścia ścieżką do wodospadu i części szlaku prowadzącego do brzegów Loch Ness. Chciałam zobaczyć i sfotografować czerwone wiewiórki, które mają tu swoją kolonie.

niedziela, 9 czerwca 2019

Jimmy Page, Aleister Clowley i Boleskine House - LOCH NESS część III.


Jest takie miejsce, nieopodal brzegów Loch Ness, gdzie nawet najbardziej sceptycznie nastawieni do czarnej magii, duchów, zjaw i demonów, tracą rezon i przyznają, że przebywając tam, czuli się, delikatnie mówiąc, ‘dziwnie’. Cały czas mieli wrażenie, że ktoś stał za ich plecami. Wielu z nich odczuwało nieprzyjemny chłód, nawet w bardzo ciepły i słoneczny dzień, lub dziwną energię unoszącą się w powietrzu. Nie mogli oprzeć się wrażeniu, że ich kroki stawały się ciężkie, a jakaś bliżej nieokreślona siła pchała ich do zrobienia czegoś, na co niekoniecznie mieli ochotę. 
Trudno tu trafić, choć znajduje się ono tuż przy głównej drodze prowadzącej do Fort August, kilka mil od Dores Beach. Nie prowadzą tu żadne drogowskazy, a jedynie wtajemniczeni wiedzą, że aby tu dojść, należy się zatrzymać przy małym, kameralnym cmentarzu i udać się ścieżką w górę.

wtorek, 4 czerwca 2019

LOCH NESS – część II- Change House.

Poruszając się drogą wzdłuż Loch Ness natraficie na wiele ciekawych miejsc. Nie skupiajcie się więc jedynie na samym jeziorze, ale poświęćcie trochę uwagi jego otoczeniu (łatwo powiedzieć, od jeziora trudno oderwać wzrok). O tej porze roku przyroda aż ‘kipi’ życiem. Zatrzymując się w przydrożnych zatoczkach (Uwaga- nie wszystkie są do tego przystosowane. Duża część z nich to Passing Places, miejsca przeznaczone jedynie do wymijania.) możecie wejść do porastającego gęsto brzegi Loch Ness, wielowiekowego lasu, przejść się wyznaczonymi  ścieżkami i poobserwować tutejszą roślinność. Wzdłuż jeziora, prowadzą liczne szlaki, które pozwolą wam bliżej zapoznać się z tutejszą florą, jak również ‘popodglądać’ życie leśnych zwierząt. Jeśli będziecie mieli szczęście, to może uda się wam sfotografować czerwone wiewiórki, które z prędkością błyskawicy przeskakują z jednego drzewa na drugie lub natraficie na sarny płochliwie przemykające się wśród leśnych zarośli.


Kolejny mój przystanek, na drodze wokół jeziora, przypadł właśnie na takie miejsce. Kilka mil od Dores Beach znajduje się 'Change Horse', a w jego pobliżu zatoczka, w której można się zatrzymać, a nawet ‘zacumować’ swój kamper i spędzić tu noc. Amatorzy biwakowania na świeżym powietrzu mogą tu rozbić namiot i nawet rozpalić ognisko.

niedziela, 2 czerwca 2019

LOCH NESS – cześć I. Dores Beach.

Każdy z odwiedzających Loch Ness turystów, na swój sposób stara się uchwycić jego piękno. Często trudno mu się zdecydować na wybór miejsca, w którym chciałby się zatrzymać i atrakcji, które chciałby tu zobaczyć. Z pewnością gro odwiedzających jezioro osób przybywa tu jedynie dla legendarnego Nessie. I nie ma się co temu dziwić. Od wieków jego legenda hipnotyzuje i rozbudza wyobraźnię. Jednak Loch Ness to nie tylko Nessie. To przede wszystkim zapierające dech w piersiach widoki, jak również jedno z najciekawszych pod względem geologicznym i przyrodniczym jezior na świecie, o czym bez problemu możecie się przekonać, gdy zawitacie nad jego brzegi. Każdy kto tu przyjeżdża, jest pod jego niesamowitym wrażeniem. 

Planując pobyt nad jego brzegami pamiętajcie jednak, że na ‘ogarniecie’ urody i różnorodności jeziora, jak i miejsc do niego przyległych, trzeba poświecić trochę czasu.

Ja mam to szczęście, że mieszkam niedaleko i w miarę możliwości, staram się Loch Ness odwiedzać. W tym roku byłam już tu trzykrotnie. Zdaje sobie jednak sprawę, że nie każdy ma takie możliwości, dlatego też, postaram się wam przedstawić kilka miejsc, które warto, odwiedzając te rejony Szkocji, zobaczyć.

W jednym z poprzednich moich postów pokazałam wam jezioro od strony Urquhart Castle. Tym razem pokażę wam drugi brzeg jeziora, gdzie moim skromnym zdaniem jest o wiele więcej atrakcji, a ich prezentacje zaczynam od kameralnej, pokrytej niewielkimi kamykami, o średnicy, plus minus 2 cm, plaży – DORES BEACH.

sobota, 13 kwietnia 2019

Urquhart Castle

Pomimo, że mieszkam niedaleko Loch Ness, to od momentu, kiedy zaczęłam pisać ten blog, bronię się przed zamieszczeniem postu poświęconego temu miejscu. Napisano już tyle o nim, jak również o zamku Urquhart, że mój tekst byłby jedynie powieleniem zdjęć i zamieszczonych o nich informacji. Zwiedziłam już wcześniej zamek, a drogą wzdłuż jeziora lubię jeździć, ze względu na przepiękne małe wodospady wyłaniające się, zazwyczaj, tuż za zakrętem, które spadają z impetem lub jedynie delikatnie głaszczą grafitowe skały. Spływająca po niemal prostopadłym zboczu woda, w tajemniczy sposób ‘skrywa się’ pod powierzchnią drogi, aby za chwilę wypłynąć, w równie tajemniczy sposób, po jej drugiej stronie i zasilić wody jeziora.

Korzystając z pięknej słonecznej pogody i dodatkowego wolnego dnia w pracy, wybrałam się ponownie nad jezioro i do zamku, ale nie po to, aby po raz kolejny zwiedzić jego ruiny, ale aby z przystani znajdującej się na jego terenie wyruszyć na ponad godzinny rejs po jeziorze Loch Ness.

Jak już wspominałam, wielokrotnie w poprzednich postach, sezon turystyczny w Szkocji rozpoczyna się od 1 kwietnia i twa do końca października. Nie znaczy to, że nie można tu przez kilka miesięcy niczego zobaczyć, ale wiele spośród lokalnych atrakcji, takich jak chociażby pływanie łodzią wycieczkową po jeziorze Loch Ness, jest niedostępnych.

Z zamiarem 'wypłynięcia na szerokie wody', noszę się już od dawna. W tym roku postanowiłam wypłynąć w morze, a dokładnie na wody zatoki Moray Firth i zobaczyć delfiny, jak również spojrzeć na Loch Ness z innej perspektywy.

wtorek, 1 stycznia 2019

Fort George

Fort Gorge to miejsce, które koniecznie chciałam zobaczyć od kiedy zamieszkałam w tej części Szkocji. I stało się 😊. W ostatni weekend starego roku dotarłam do tego wyjątkowego pod wieloma względami fortu.
Nigdy nie został on zdobyty. Nigdy też, w całej swojej, ponad dwustuletniej historii istnienia, nie próbowano go zdobyć. Nie to jednak czyni go wyjątkowym. Wybudowany przez Anglików, aby zapobiec szkockim rebeliom, jest nierozerwalną częścią historii Szkocji. Nadal służy do celów wojskowych. Spacerując po jego murach i zwiedzając budynki spotkacie stacjonujących tu żołnierzy z 3-go batalionu Królewskiego Pułku Szkocji (3 SCOTS).
 Jeśli śledzicie mój blog, to z pewnością czytaliście post poświęcony powstaniom jakobickim i bitwie Culloden.
Powstanie tego Fortu jest bezpośrednio powiązane z tymi wydarzeniami.

niedziela, 16 grudnia 2018

Inverness – capital of the Highlands


Inverness, to miasto, które bardzo lubię. Chciałabym tu kiedyś zamieszkać. Ma wszystko co jest potrzebne do życia współczesnemu człowiekowi, mieszczuchowi- klimat małego kameralnego miasteczka połączony z rozmachem metropolii. Trudno je porównać do jakiegokolwiek polskiego miasta. Przy liczebności około 70 tys. mieszkańców (Inverness plus okoliczne miejscowości) miejsce to tętni życiem. Odbywają się tu liczne imprezy kulturalne, festiwale i często występują światowe gwiazdy muzyki pop. Większość znanych światowych i brytyjskich marek odzieżowych ma tu swoje sklepy.

niedziela, 11 listopada 2018

Botanic Gardens in Inverness.


Inverness to największe miasto w regionie, w którym mieszkam. Według statystyk z tego roku, miasto, wraz z przyległymi do niego miejscowościami, liczy sobie około 70 tys. mieszkańców. Nie jest to duża metropolia, ale ma wszystko co niezbędne, aby poczuć się tu jak w dużym mieście, a równocześnie cechuje je, ten ulubiony przeze mnie, klimat zacisznego małego miasteczka.
 Większość przybywających do Inverness turystów, swoje pierwsze kroki kieruje do katedry lub do zamku, nie skupiając się na detalach i smaczkach jakie to miejsce oferuje. Jest to duży minus zorganizowanych wycieczek, które starają się pokazać jak najwięcej, w jak najkrótszym czasie. Nie jestem przeciwna takiej formie zwiedzania, ale wszystkich, w których drzemie duch przygody, zachęcam do samodzielnego zwiedzania i odkrywania tego miejsca.

Mam nadzieje, że informacje, które zamieszczam na blogu będą pomocne i zachęcą was do takiej formy podróżowania i zwiedzania.

Jak tu dojechać (dolecieć) z Polski, napisałam w moim poście z sierpnia, więc, jeśli rozważacie tę opcję, to zachęcam was do jego lektury.

Przedstawiam wam to miasto z innej strony, moim skromnym zdaniem, równie ciekawej.

Dzisiaj zapraszam was do odwiedzenia Ogrodu Botanicznego, który usytuowany jest w niewielkiej odległości od centrum. Można tu łatwo dojechać samochodem lub (co polecam) zdecydować się na dwudziestominutowy spacer, wzdłuż malowniczego brzegu rzeki Ness.

piątek, 9 listopada 2018

Leakey’s Book Shop - the Harry Potter’s library in Hogwarts.


Miastem, które koniecznie powinniście zobaczyć, odwiedzając Szkocje, jest Inverness. Stolica Highlandów. Od wielu tygodni przymierzam się do napisania postu poświęconego miastu, ale nie wiedziałam od czego zacząć.
Chciałam znaleźć i pokazać wam coś oryginalnego, coś czego przewodniki turystyczne nie eksponują tak bardzo, jak licznych tu zabytków.
I udało się. Znalazłam. 
Zapraszam was do niezwykłych miejsc w Inverness, a oto jedno z nich…

środa, 26 września 2018

Culloden Viaduct

Są takie perełki, które można wyłapać jedynie podróżując po Szkocji i nie omijając żadnej nawet najmniejsze dróżki. Tego obiektu nie miałam w planach. Nie wiedziałam, że w ogóle istnieje. Niespodziewanie wyłonił się na horyzoncie, kiedy jechałam z Culloden do Clava. Jego widok był dla mnie miłym zaskoczeniem. Tą perełką jest Wiadukt Culloden, przez niektórych nazywany wiaduktem Nairn. Oddany do użytku w 1898 roku, przecina rozległą dolinę Strathnain. Robi on niesamowite wrażenie. 
Wiadukt Culloden (Nairn) jest najdłuższym w Szkocji. Jego długość to 549 m.  
Nie znajdziecie wzmianki o nim w wielu przewodnikach, a szkoda. Jego otoczenie jest wręcz zjawiskowe. Spotkałam po drodze wielu zdziwionych jego istnieniem turystów. Każdy się zatrzymywał i zastanawiał się jak to możliwe ze nikt mu nie powiedział o istnieniu tej monumentalnej budowli. Poszperałam trochę w necie. Okazuje się, że jego budowa była niezwykłym wyzwaniem dla ówczesnych budowniczych. 

niedziela, 16 września 2018

The Secret Garden at Cawdor Castle


Cawdor Castle to malowniczo usytuowany zamek w pobliżu Inverness stolicy Highlandów. Przyznam się, że chciałam się tu zatrzymać tylko na chwilę, wykonać kilka zdjęć zamku i ogrodu i wybrać się w dalszą drogę. Celem tego dnia był Culloden Battlefield.

Jednak ogród otaczający zamek ‘zatrzymał’ mnie tu na blisko sześć godzin. Im dłużej spacerowałam, tym bardziej rosła moja ekscytacja i fascynacja tym miejscem. Obiecałam sobie, że powrócę tu w przyszłym roku na wiosnę lub z początkiem lata i poświecę temu miejscu tyle czasu, ile na to zasługuje. Muszę też koniecznie zwiedzić wnętrze zamku.