Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aberdeenshire. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aberdeenshire. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 czerwca 2026

Czerwona Studnia w Whitehills / The Red Well at Whitehills

 

Jump to the English version ↓

Czerwona Studnia w Whitehills

Rzymska tajemnica na szkockim wybrzeżu

Jest takie miejsce na północnym wybrzeżu Aberdeenshire, które za każdym razem, gdy o nim myślę, wywołuje we mnie dreszcz – mieszankę podniecenia odkrywcy i czegoś trudniejszego do nazwania. Coś pradawnego, nieuchwytnego. Zaledwie pół mili na wschód od spokojnej wioski rybackiej Whitehills, na wzgórzu tuż nad brzegiem morza, stoi budowla, której wiek i historia wciąż nie przestają zadziwiać. To Red Well – Czerwona Studnia.

Trafiłam tu przypadkiem, jak do wielu z moich ulubionych szkockich miejsc. I cieszę się, że los mnie tam zaprowadził.

Skąd ta nazwa?

Nazwa nie jest przypadkowa. Ze źródła bijącego spod ziemi wypływa woda, która na kamieniach pozostawia charakterystyczny, rdzawy, czerwonawy osad – najprawdopodobniej ze względu na wysoką zawartość żelaza. Woda ta od stuleci uchodziła za leczniczą. Takie żelaziste źródła – tzw. chalybeate springs – były cenione w całej Europie, ale to, co wyróżnia Czerwoną Studnię spośród innych, to budowla, która ją chroni.

sobota, 9 maja 2026

Inchdrewer Castle — zamek, który przeżył mord, ogień i wieki zapomnienia

 


Kiedy wyjeżdżasz z Banff na południe i zostawiasz za sobą zatokę z jej stalowo-szarą wodą i krzykliwymi mewami, droga zaczyna się wspinać lekko pod górę. Po jakichś pięciu kilometrach — jeśli wiesz, czego szukasz — zobaczysz go. Inchdrewer Castle. Wieża z szarego kamienia wyłaniająca się znad pól, cicha i uparta, jakby czas nie miał nad nią żadnej władzy.

Byłam przy jego murach. Wiem, co kryją i opowiem Wam wszystko.

Historia: od sławy do popiołów


W SKRÓCIE: Inchdrewer Castle to XVI-wieczna wieża mieszkalna (tower house) w parafii Banff, Aberdeenshire. Wzniesiona około 1542–1557, zniszczona pożarem w 1713, częściowo odrestaurowana w 1971. Wpisana na listę Category A Listed Buildings — najwyższy stopień ochrony zabytkowej w Szkocji. Leży 5,6 km na południowy zachód od Banff, z widokiem na Zatokę Banff.

Zamek zbudowała rodzina Currour. Już w 1599 roku jeden z Currów — George Currour — prowadził spór o ławkę kościelną w kirku Inverboyndie, co mówi wiele o szkockim pragmatyzmie: nawet w kościele liczyło się miejsce.

W 1557 roku Walter Ogilvy z Dunlugas przejął zamek i uczynił z Inchdrewer główną siedzibę rodzinną. Ogilvieowie byli zagorzalymi rojalistami i popierali króla przeciw Przymierzu — Covenantowi. W 1633 roku król Karol I potwierdził ich prawa do ziemi. Siedem lat później nadeszli Covenanterzy.

środa, 1 kwietnia 2026

Szkocja bez folderu — wiosna w Whitehills / Scotland Off the Brochure — a Spring Day in Whitehills

'Pomiędzy żonkilami a morzem…' 




Czasem najpiękniejsze dni biorą się z niczego: z porannego kaprysu, słońca na firance, z filtra kawy nasypanego odruchowo, zanim jeszcze zdążę zaplanować cokolwiek.
Lubię te spontaniczne wyprawy – bez listy miejsc, mapy i celu. Wystarczy wolny dzień i pogoda, która zapowiada się zbyt dobrze, by ją przesiedzieć w domu. Wiosna to mój ulubiony moment w roku w Szkocji. Ten krótki czas, gdy wciąż panuje spokój, a jednocześnie przyroda zaczyna powoli budzić się z zimowego snu. Ptaki coraz głośniej śpiewają; powietrze ma w sobie miękkość i światło, które tylko tu, na północy, potrafi być tak przejrzyste.

Ostatnio coraz częściej moje kroki prowadzą w stronę Aberdeenshire. Może to ta przestrzeń — lekko dzika, surowa, ale wciąż przystępna, taka „moja” Szkocja, bez tłumów i pośpiechu. Tego dnia skończyło się na małej wyprawie z Moray w kierunku Banff, bo właśnie tam czekał na mnie zamek Inchdrewer Castle.

“Between Daffodils and the Sea”

Sometimes the most beautiful days come from nothing at all — from a whim in the morning, sunlight slipping through the curtain, the quiet act of pouring coffee before any plans are made.

I love these spontaneous escapes — unplanned, aimless, free. Just a day off and a sky that looks too lovely to stay indoors. Spring in Scotland has that fleeting sweetness, the moment before the crowds return, when the land still breathes in rhythm with the sea and the air feels newly born. The birds begin to sing louder, and the light — that northern, silvery light — glows with a clarity that makes everything seem possible.

Lately, my wanderings have taken me more often into Aberdeenshire. Perhaps it’s the open space — raw yet gentle, quietly wild and deeply familiar. This time, I found myself drawn toward Inchdrewer Castle, a lonely ruin standing on a hill, overlooking the distant shimmer of the North Sea.

środa, 25 marca 2026

Szkocja budzi się do życia — żonkile na wrzosowiskach

O tym, jak żółty kwiat zamienia surowe krajobrazy w coś, co wygląda jak sen 


Mieszkam w Szkocji od kilku lat i wydawałoby się, że człowiek przyzwyczaja się do wszystkiego. Do deszczu, który pada poziomo. Do słońca o czwartej rano w czerwcu. Do owiec na środku drogi. Ale do żonkili w marcu — nie. Co roku łapię się na tym, że stoję przy samochodzie i po prostu patrzę.

Dla kogoś, kto przyjeżdża tu pierwszy raz, wiosna w Szkocji to prawdziwy szok. Polska wyobraźnia rysuje ten kraj w szarościach i brązach — zamki, wrzosowiska, wieczna jesień. A potem marzec uderza złotem żonkili i cały ten obraz się sypie.

Scotland Wakes — Daffodils on the Moors

On how a yellow flower transforms a raw landscape into something resembling a dream

I have lived in Scotland for several years now, and one might reasonably expect to grow accustomed to everything in time. To rain that falls sideways. To sunlight at four in the morning in June. To sheep standing in the middle of the road, entirely indifferent to one's schedule. But the daffodils in March — those I cannot get used to. Every year, I catch myself standing beside my car, having stopped without quite meaning to, simply looking.

For anyone visiting Scotland for the first time, spring here is a genuine revelation. The image one tends to carry of this country — grey skies, ancient castles, a landscape suspended in perpetual autumn — dissolves sometime around mid-March, when the land erupts, quite without warning, in gold.

sobota, 21 marca 2026

The house by the gate / Dom przy bramie

 or the whole world in a small window

On Scottish gatehouses — the opening chapter of every great estate

Before you reach the manor house, before you see the lime avenue and the sandstone façade, before you hear the crunch of gravel under your wheels — there is this small house. It stands by the gate. It waits. It watches you through one or two windows, like a pair of eyes that have seen everything and remember everything.

The gatehouse. A small building at the entrance to a private estate, built so that someone could live there and monitor who came in and who went out. A porter, a gardener, a watchman. The person at the gate. One of those about whom history writes nothing, and without whom history would not have moved at all.              

The gatehouse belonged neither to the outside world nor entirely to the world within. It was a threshold. It was a boundary that breathes.

Dom przy bramie,

czyli wielki świat w małym oknie 

O szkockich domkach strażniczych — pierwszym rozdziale każdej wielkiej posiadłości

Zanim dotrzesz do dworu, zanim zobaczysz lipową aleję i fasadę z piaskowca, zanim usłyszysz chrzęst żwiru pod kołami — zobaczysz ten mały dom. Stoi przy bramie. Czeka. Patrzy na ciebie jednym, dwoma oknami jak parą oczu, które wszystko widziały i wszystko pamiętają.

Gatehouse. Po szkocku mówi się na to różnie, ale istota jest ta sama: mały budynek u wejścia na prywatną posiadłość, zbudowany po to, żeby ktoś w nim mieszkał i pilnował, kto wchodzi, a kto wychodzi. Portier, ogrodnik, stróż. Człowiek od bramy. Jeden z tych, o których historia nie pisze, a bez których historia by się nie toczyła.

Domek przy bramie nie należał ani w pełni do świata zewnętrznego ani do świata wewnętrznego. Był progiem. Był granicą, która oddycha.

wtorek, 22 lipca 2025

Gardenstown, Seatown and Crovie

 


This summer, I have been enjoying exploring local attractions, particularly the charming villages along the northern coast of Aberdeen. The weather has been delightful, and the distance—about an hour’s drive from my home—makes it perfect for a day trip. 

This year marked my return to the area after nearly two years, following my previous destination, Crovie. During this trip, I visited Pennan and returned to Crovie, but I explored it from the sea by following the scenic coastal path from Gardenstown to Crovie. Gardenstown served as my starting point.

wtorek, 8 lipca 2025

Pennan

 


Nestled away along the rugged coastline of Scotland lies Pannen, a quaint place that has escaped the hustle and bustle of modern life. Once a thriving fishing village, Pannen now stands as a charming reminder of simpler times, welcoming visitors to its serene embrace.

As you arrive, you’re greeted by a picturesque landscape of charming little houses perched against the rocky backdrop. The tranquillity that envelops this village immediately captivates your senses, making you feel a world apart from your daily concerns. It’s the kind of place where you can truly relax, breathe deeply, and allow your worries to drift away with the tide.

piątek, 4 lipca 2025

Coastal Cuppie

 

If you find yourself wandering through the quaint fishing village of Pennan, you're in for a delightful surprise—there's a charming little cafe that has completely captivated my heart. Tucked away along the rocky shores, this hidden gem offers more than just a cup of coffee; it provides a moment of peace and serenity.

As I settled into this cosy spot, I was greeted by the rich aroma of delicious coffee served in a simple paper cup. It's the perfect accompaniment to the tranquillity that envelops the area. The blend of the sweeping sea views and the comforting warmth of the cafe creates an atmosphere that feels both enchanting and soothing.

niedziela, 1 czerwca 2025

U progu lata

Pogoda w tym roku jest naprawdę wyjątkowa. Kwiecień i maj były cieplejsze niż letnie miesiące w zeszłym roku. Jednak mimo sprzyjającej aury nie udało mi się w te cieple dni odwiedzić zbyt wielu miejsc. Moja aktywność ograniczyła się do długich spacerów, wzdłuż ciągnących się na wybrzeżu szlaków oraz ‘łapaniu’ opalenizny w moim ogrodzie. Pora się jednak ruszyć i odwiedzić kilka ciekawych miejsc. Jeśli pogoda się utrzyma to może przezwyciężę to słodkie wiosenne lenistwo i z impetem wkroczę w nadchodzące lato.

W dzisiejszym poście zamieszczę zdjęcia, z miejsc które odwiedziłam zeszłej wiosny i lata. Nie udało mi się ich wcześniej opisać, ale nadrabiam to w tym roku. Przyznam się, że przeglądanie zdjęć i przypominanie sobie towarzyszących mi wrażeń sprawiło mi nie lada przyjemność.

Zdjęcie z czołówki postu zostało wykonane pod koniec kwietnia, na szlaku pomiędzy Buckie i Findochty. Niesamowite widoki! Nie wiem jak to się stało, że tu wcześniej nie dotarłam!  

wtorek, 15 października 2024

'Pony land' - cześć II

 

Obiecałam wam kolejny post, z mojego wakacyjnego wypadu. już kilka tygodni temu. I jak zwykle mam mały poślizg, ale tym razem nie wynika on z nadmiaru pracy -tu bez zmian zawsze jest jej dużo, a nawet stanowczo za dużo.

Po prostu każdy kiedyś musi zwolnić, zwłaszcza gdy zdrowie odmawia mu posłuszeństwa. Praca musiała pójść na kilka tygodni w odstawkę, a ogólne osłabienie odebrało mi chęci nie tylko do zwiedzania, ale i również do pisania bloga. Materiałów na posty mam dużo. Muszę się jedynie zebrać i opisać wszystkie odwiedzone miejsca. Dzisiaj z opóźnieniem relacja z wakacyjnej wyprawy część II. (cześć I pod tym linkiem)

************************************

Kolejny punkt wyprawy to Portsoy. Bardzo lubię to miejsce. Jest to niewielka kameralna miejscowość, z charakterystycznymi dla tego regionu rybackimi domkami, które wyglądają jakby były zbudowane dla krasnoludków.

Tu po raz pierwszy, wiele lat temu, widziałam ludzi kultywujących dawne tradycje – ubierających się w tradycyjne odświętne stroje i wybierających się na niedzielną mszę.

poniedziałek, 4 grudnia 2023

Jak spokojnie spędzić dzień na północnym wybrzeżu Aberdeenshire


Aberdinshere to nie było do tej pory miejsce w kierunku, którego kierowałam moje kroki. Cały swój wolny czas poświęcałam na wyprawy na zachód – Inverness i Highland. W sumie nie wiem, dlaczego.

Trochę zachowywałam się jak typowy turysta, który focusuje się na zobaczeniu Loch Ness i ulega czarowi legendy o zamieszkującym jego wody potworze.

Tymczasem urokliwe wioski i miasteczka były tuż na wyciągniecie ręki, znacznie bliżej niż legendarne jezioro i zamieszkujący je Nessie. Chce to teraz nadrobić i powoli kieruje swoje oczy w kierunku wschodnim.

Pierwsze kroki już ku temu poczyniłam. Kilka tygodni temu odwiedziłam wioskę, prawdziwą perełkę wśród nadmorskich miejscowości- Crovie. Post znajdziecie pod tym linkiem. Nie był to jednak jedyny cel mojej podroży w tym dniu.

Wyprawa była dość spontaniczna, chociaż jak już wspominałam, zwiedzenie Crovie było od dawna w moich planach. Wioska jest malownicza, ale nie można w niej spędzić całego dnia; nawet jeśli ulegniecie urokowi znajdującej się na jej końcu ławeczki i oddacie się przyjemnej konwersacji lub zagłębicie się w lekturze- przy okazji warto zaplanować kilka innych atrakcji.

niedziela, 8 października 2023

Crovie

Post ten chciałam dedykować osobie, która pozwala mi spojrzeć na świat z innej perspektywy i w tym naszym zapracowanym emigracyjnym życiu, znalazła czas i chęci, aby odwiedzić ze mną wioskę Crovie.



Z zamiarem odwiedzenia Crovie nosiłam się od kilku lat. Było to jedno z miejsc, które, znajdowały się na mojej szkockiej liście ‘MUST TO SEE’.

Jak to zwykle bywa nie udało mi się tam dotrzeć, z różnych powodów, pomimo, że wioska jest oddalona o nieco ponad godzinę drogi samochodem od miejsca, w którym mieszkam (Aberdeenshire).

Szczerze powiedziawszy pocieszałam się w duchu, że miejsce to wygląda super jedynie na zdjęciach, a w rzeczywistości nie jest tak ciekawe. Jak bardzo się myliłam.

Zwiedziłam już kawałek Szkocji (ten mniejszy😊- ale mam nadzieje, że i to się zmieni) i z wszystkich odwiedzonych tu miejsc Crovie znajduje się na mojej top liście.

Nie będę opisywać wam jej historii, bo wszystkie niezbędne informacje znajdziecie w necie. Stron jej poświęconych jest bez liku. Warto trochę poszperać i dowiedzieć się, dlaczego ludzie zdecydowali się zbudować swoje siedliska w tak specyficznym miejscu. My odwiedzający widzimy jedynie ikoniczny, bajkowy obrazek i wyobrażamy sobie małą chatkę podczas sztormu, w której można ogrzać się przy ogniu kominka.