Cykl opowieści ✦ A Series of Tales
Szkockie Baśnie z Tysiąca i Jednej Nocy
Scottish Tales from a Thousand and One Nights
Post wprowadzający ✦ Introduction
✦ Odc. 1: Czarownik z Gordonstoun ✦ Odc. 2: Wilk z Badenoch ✦ Odc. 3: Biały Koń ze Spey ✦ Odc. 4: Zielona Dama z Fyvie
Szkockie Baśnie z Tysiąca i Jednej Nocy
Słowo na początek, zanim zgaśnie świeca
Jest taka pora roku w Szkocji, gdy noc zapada o trzeciej po południu i zostaje do ósmej rano. Kiedy mgła nie tyle opada, co osiada — na wzgórzach, na wrzosowiskach, na murach zamków, które stoją tu od ośmiuset lat i mają własne zdanie na temat tego, co realne, a co nie. Kiedy wiatr od morza niesie ze sobą coś trudnego do nazwania. Wtedy właśnie Szkocja staje się miejscem, w którym baśnie nie brzmią jak baśnie. Brzmią jak historia. Albo jak ostrzeżenie.
Mieszkam w Szkocji od lat. I przez te lata nauczyłam się jednej rzeczy: tu każde miejsce ma swoją opowieść. Nie taką z przewodnika turystycznego — krótką, suchą, opatrzoną datą i numerem katalogowym. Prawdziwą opowieść. Taką, którą miejscowi znają od pokoleń, którą szepczą przy ogniu, którą rodzice opowiadali dzieciom nie po to, żeby je uśpić, lecz żeby nie chodziły same nad rzekę po zmroku.
Te opowieści żyją w krajobrazie. W okrągłej wieży bez kątów, którą pewien uczony zbudował, żeby zmylić diabła. W czarnej sadzawce rzeki Spey, gdzie coś białego czeka w trzcinach i śpiewa. W różowym zamku, gdzie kamienie płaczą bez powodu i gdzie po korytarzach snuje się zapach róż, choć kobieta, która go nosiła, umarła czterysta lat temu. W spalonych murach katedry w Elgin, gdzie wiatr gwiżdże przez puste okna i pewien możnowładca podobno zagrał w szachy z Diabłem — i przegrał.
