Ruthven Barracks — mury, które pamiętają koniec pewnego snu
O twierdzy w Badenoch, sierżancie, który nie ugiął się przed trzystoma napastnikami, i wiadomości, która przypieczętowała los powstania
Kiedy
jedzie się drogą A9 w stronę Kingussie, Ruthven Barracks widać z daleka,
jeszcze zanim człowiek zorientuje się, na co właściwie patrzy. Ruiny stoją na
naturalnym kopcu nad doliną rzeki Spey — samotne i wyprostowane, jakby ktoś
postawił je tam specjalnie po to, żeby nie dało się ich ominąć wzrokiem.
Zatrzymałam się kiedyś na poboczu tylko po to, żeby popatrzeć przez chwilę, i
pomyślałam, że jest w tym miejscu coś surowego. Nie ma tu baśniowej wieżyczki
ani romantycznej legendy o duchu zakochanej pani. Jest za to historia o
ludziach, którzy do końca robili to, co uważali za słuszne, i o rozczarowaniu,
które przyszło wtedy, gdy było już za późno na odwrót.
—
♦ —
Koszary zbudowano w latach 1720–1724, na miejscu dużo starszego zamku, jako jedną z czterech twierdz, które rząd Jerzego I wzniósł po pierwszym powstaniu jakobickim z 1715 roku. Miały pomieścić stu dwudziestu żołnierzy i konie dragonów, strzec przeprawy przez Spey oraz przypominać góralom, kto tu rządzi. Przez dwadzieścia lat niewiele się tu działo — aż do sierpnia 1745 roku, kiedy w Szkocji wylądował Karol Edward Stuart, młody pretendent do tronu, i wybuchła druga, znacznie poważniejsza rebelia.