Nowy
rok to czas nowych podróży. Tym razem jednak zaczynam od tych, które już
odbyłam, choć w natłoku codziennych obowiązków nie starczyło mi czasu, by je
opisać. Na początek miejsce — a właściwie atrakcja — która powinna znaleźć się
na liście „must visit”, jeśli zdecydujecie się zawitać w te rejony Szkocji.
Dla
wielu odwiedzających Moray kojarzy się wyłącznie z whisky. Zawsze. Jakby ten
region dało się zamknąć w szklance bursztynowego trunku. Przyjezdni
przyjeżdżają tu tropem destylarni, etykiet i degustacji. Ja mieszkam tu na co
dzień i wiem, że Moray pokazuje zupełnie inne oblicze — cichsze, wolniejsze,
szczególnie latem. I właśnie wtedy najlepiej wsiąść tu do pociągu. I to nie byle
jakiego. Tak też zrobiłam!
Trasa z Dufftown do Keith nie jest długa, ale nie o kilometry tu chodzi. To jedna z tych podróży, w których liczy się sama droga. Wąskotorowa kolej, stare wagony i tempo, które od pierwszych minut narzuca inny rytm — jakby ktoś szeptał: „zwolnij, popatrz”.
W Szkocji kolej często kojarzy się z jednym obrazem: czerwonym pociągiem z filmów o Harrym Potterze. I słusznie, bo to nie lada atrakcja. Sama również odbyłam tę podróż, a wrażenia opisałam już na blogu. Moray jednak nie potrzebuje filmowej magii. Ma swoją własną — bardziej dyskretną, zanurzoną w historii lat 30. i 40. XX wieku. Gdy wsiada się do wagonu, od razu czuć, że to nie jest zwykła przejażdżka. To podróż w czasie.
Wnętrza
są pełne nostalgii. Drewno, detale, miękkie siedzenia. Nic tu nie krzyczy, nic
nie próbuje być „atrakcją”. Atmosfera robi swoje. Pociąg rusza powoli, a za
oknem zaczyna przesuwać się szkocki krajobraz — zielony, falujący, niemal
hipnotyzujący. W pewnym momencie przestaje się robić zdjęcia. Po prostu się
patrzy.
Dużym zaskoczeniem okazują się ceny biletów. W czasach, gdy „unikalne doświadczenie” zwykle oznacza wysoki rachunek, ta podróż pozostaje zaskakująco przystępna. To dobra opcja dla rodzin, par, ale też dla tych, którzy podróżują solo i chcą po prostu pobyć chwilę ze swoimi myślami.
Jeśli zdecydujecie się na pierwszą klasę, czeka na was jeszcze jeden element tej historii — jedzenie. Posiłki przygotowywane są na stacji w Dufftown i serwowane bezpośrednio do wagonu. Można jeść, podczas gdy za oknem przesuwają się wzgórza, drzewa i niewielkie wioski. Trudno o lepsze tło dla prostych, dobrze przygotowanych dań. Nawet jeśli nie planujecie podróży pociągiem, warto zajrzeć do kawiarni na stacji — jest otwarta dla wszystkich.
Latem ta trasa nabiera szczególnego charakteru. Zieleń staje się intensywna, światło miękkie, a krajobraz wygląda jak żywy obraz. Pociąg nie pędzi. Daje czas, by zauważyć szczegóły: pasące się owce, stare kamienne domy, ścieżki znikające w oddali.
To podróż dla tych, którzy lubią historię, dla tych, którzy cenią dobre jedzenie, i dla tych, którzy szukają ciszy. Nie trzeba być miłośnikiem kolei, by ją docenić. Wystarczy chcieć zwolnić.
Jeśli planujecie wizytę w Szkocji i traficie do regionu Moray, uwzględnijcie w swoich planach przejazd z Dufftown do Keith. To jedna z tych atrakcji, które nie są głośne ani nachalne, ale zostają w pamięci na długo. Czasem najlepsze wspomnienia nie potrzebują spektakularnej oprawy — wystarczy dobre tempo i piękne widoki za oknem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz