Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Elgin Castle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Elgin Castle. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 marca 2026

The house by the gate / Dom przy bramie

 or the whole world in a small window

On Scottish gatehouses — the opening chapter of every great estate

Before you reach the manor house, before you see the lime avenue and the sandstone façade, before you hear the crunch of gravel under your wheels — there is this small house. It stands by the gate. It waits. It watches you through one or two windows, like a pair of eyes that have seen everything and remember everything.

The gatehouse. A small building at the entrance to a private estate, built so that someone could live there and monitor who came in and who went out. A porter, a gardener, a watchman. The person at the gate. One of those about whom history writes nothing, and without whom history would not have moved at all.              

The gatehouse belonged neither to the outside world nor entirely to the world within. It was a threshold. It was a boundary that breathes.

Dom przy bramie,

czyli wielki świat w małym oknie 

O szkockich domkach strażniczych — pierwszym rozdziale każdej wielkiej posiadłości

Zanim dotrzesz do dworu, zanim zobaczysz lipową aleję i fasadę z piaskowca, zanim usłyszysz chrzęst żwiru pod kołami — zobaczysz ten mały dom. Stoi przy bramie. Czeka. Patrzy na ciebie jednym, dwoma oknami jak parą oczu, które wszystko widziały i wszystko pamiętają.

Gatehouse. Po szkocku mówi się na to różnie, ale istota jest ta sama: mały budynek u wejścia na prywatną posiadłość, zbudowany po to, żeby ktoś w nim mieszkał i pilnował, kto wchodzi, a kto wychodzi. Portier, ogrodnik, stróż. Człowiek od bramy. Jeden z tych, o których historia nie pisze, a bez których historia by się nie toczyła.

Domek przy bramie nie należał ani w pełni do świata zewnętrznego ani do świata wewnętrznego. Był progiem. Był granicą, która oddycha.

sobota, 15 sierpnia 2020

Śladami Makbeta.

Śladami Makbeta. Ale tego prawdziwego.

O królu, którego Szekspir skutecznie zrujnował — i o miejscach, które pamiętają go inaczej.


Kilka tygodni temu postanowiłam poszukać wycieczki jednodniowej po Highlandach. Nic wielkiego — Isle of Skye albo okolice Moray, z przewodnikiem, żeby nie musieć samej nawigować po tych krętych drogach, gdzie owca na środku jezdni to nie anegdota, lecz codzienność.

I znalazłam. Wycieczka zatytułowana dumnie: Śladami Makbeta. Oczywiście się wciągnęłam. Kliknęłam. Przeczytałam program. I westchnęłam.

Inverness. Cawdor Castle. Inverness. Znowu Cawdor Castle. Może jeszcze raz Inverness, dla pewności.

Żadnych miejsc, które rzeczywiście mają coś wspólnego z prawdziwym Makbetem — tym z historii, nie z dramatu. Żadnego Forres, żadnego Dingwall, żadnego Elgin. Szekspirowska wersja króla wygrała z rzeczywistością tak skutecznie, że prawie wymazała tę drugą z turystycznych folderów.

A szkoda. Bo prawdziwy Mac Bethad mac Findlaich — tak brzmiało pełne imię szkockiego króla — był postacią o wiele bardziej interesującą niż sugeruje dramat angielskiego pisarza, który miał swoje powody, żeby go przedstawić w jak najgorszym świetle. O tych powodach napiszę na końcu — wiem, że maturzyści czytają ten blog, więc niech coś z tego wyciągną 😊.

Dziś zabieram was w trasę moją — tę z historią w tle, nie ze sztampowym przewodnikiem w ręku.

sobota, 6 kwietnia 2019

Legendy Moray


Spynie Palace
Szkockie podania ludowe pełne są opowieści o duchach, zjawach, smokach i potworach. (Szkoci to bardzo przesądna nacja). Wiele z nich jest powszechnie znanych i to nie tylko w Szkocji, ale również na całym świecie. Któż bowiem nie słyszał o potworze z Loch Ness czy też o smoku z Orkney? Moray, hrabstwo, w którym mieszkam ma również swoje mity i legendy. Nie są one tak znane i ‘lansowane’ przez przewodniki turystyczne jak chociażby ta o Nessie, ale równie stare i interesujące.

LEGENDA O DUCHU BISKUPA
Jednym z najbardziej owianych legendą miejsc w Moray jest Zamek Spynie zwany również Spynie Palace, dawna siedziba biskupów Moray. W podaniach ludowych jest od groma opowieści o duchach i zjawach nawiedzających to miejsce. Budowla ta w wiekach średnich była najbardziej okazałym zamkiem na tych ziemiach. Biskupi wiedli tu życie dostatnie i podobnie jak większość kleru przed reformacją, dość rozwiązłe. O ich bogactwach krążyły legendy. Źródeł tych bogactw dopatrywano się w ich niecnych konszachtach z diabłem i uprawianiu magii. Cóż, wielu z nich było, delikatnie mówiąc, dość ekscentrycznymi postaciami, tak jak ostatni katolicki biskup Moray Patrick Hepburn. Jeszcze za jego życia krążyły opowieści o tym, że studiował on Czarną Magię i używał swoich mocy, aby przywoływać demony i złe duchy, które mu wiernie służyły i spełniały jego rozkazy.

sobota, 9 marca 2019

Makbet- historia prawdziwa.


Wzgórze Lady Hill w Elgin, z monumentem wzniesionym w XIX w na cześć  Georga V, ostatniego Duka Gordon, to jeden z najbardziej charakterystycznych elementów panoramy miasta. Rozpościerający się stąd widok zachwyca każdego, kto zada sobie trud, aby po wąskich schodach, a następnie po stromej ścieżce prowadzącej do ruin zamku, wspiąć się na jego szczyt. 
Kolumna, potocznie zwana 'kolumną Gordona', podziwiana u jej podnóża wygląda imponująco. Przy jej ogromie, ruiny dawnego zamku, a właściwe to co z ruin zamku pozostało, wyglądają mizernie i nie przykuwają uwagi zwiedzających. 
Niepozorna sterta kamieni mocno porośnięta trawą i mchem, przypomina raczej rumowisko niż zamkowe mury. Nie ma tu śladu po dawnej świetności tego miejsca. I aż trudno uwierzyć, że w 1140 roku, w zamkowych murach, swego żywota dokonał szkocki król Duncan I, pozytywny bohater dramatu Szekspira i że to właśnie tu zaczęła się prawdziwa historia Makbeta, króla Szkotów.