Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szkockie mity i legendy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szkockie mity i legendy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 czerwca 2026

Szkockie Baśnie z Tysiąca i Jednej Nocy / Scottish Tales from a Thousand and One Nights

 

 

 

Cykl opowieści ✦ A Series of Tales

Szkockie Baśnie z Tysiąca i Jednej Nocy

Scottish Tales from a Thousand and One Nights

Post wprowadzający ✦ Introduction

✦ Odc. 1: Czarownik z Gordonstoun ✦ Odc. 2: Wilk z Badenoch ✦ Odc. 3: Biały Koń ze Spey ✦ Odc. 4: Zielona Dama z Fyvie

Jump to the English version ↓

Szkockie Baśnie z Tysiąca i Jednej Nocy

Słowo na początek, zanim zgaśnie świeca

Jest taka pora roku w Szkocji, gdy noc zapada o trzeciej po południu i trwa do ósmej rano. Kiedy mgła nie tyle opada, co osiada — na wzgórzach, na wrzosowiskach, na murach zamków, które stoją tu od ośmiuset lat i mają własne zdanie na temat tego, co realne, a co nie. Kiedy wiatr od morza niesie ze sobą coś trudnego do nazwania. Wtedy właśnie Szkocja staje się miejscem, w którym baśnie nie brzmią jak baśnie. Brzmią jak historia. Albo jak ostrzeżenie.

Mieszkam w Szkocji od lat. I przez te lata nauczyłam się jednej rzeczy: tu każde miejsce ma swoją opowieść. Nie taką z przewodnika turystycznego — krótką, suchą, opatrzoną datą i numerem katalogowym. Prawdziwą opowieść. Taką, którą miejscowi znają od pokoleń, którą szepczą przy ogniu, którą rodzice opowiadali dzieciom nie po to, żeby je uśpić, lecz żeby nie chodziły same nad rzekę po zmroku.

Te opowieści żyją w krajobrazie. W okrągłej wieży bez kątów, którą pewien uczony zbudował, żeby zmylić diabła. W czarnej sadzawce rzeki Spey, gdzie coś białego czeka w trzcinach i śpiewa. W różowym zamku, gdzie kamienie płaczą bez powodu i gdzie po korytarzach snuje się zapach róż, choć kobieta, która go nosiła, umarła czterysta lat temu. W spalonych murach katedry w Elgin, gdzie wiatr gwiżdże przez puste okna i pewien możnowładca podobno zagrał w szachy z Diabłem — i przegrał.

niedziela, 7 czerwca 2026

Czerwona Studnia w Whitehills / The Red Well at Whitehills

 

Jump to the English version ↓

Czerwona Studnia w Whitehills

Rzymska tajemnica na szkockim wybrzeżu

Jest takie miejsce na północnym wybrzeżu Aberdeenshire, które za każdym razem, gdy o nim myślę, wywołuje we mnie dreszcz – mieszankę podniecenia odkrywcy i czegoś trudniejszego do nazwania. Coś pradawnego, nieuchwytnego. Zaledwie pół mili na wschód od spokojnej wioski rybackiej Whitehills, na wzgórzu tuż nad brzegiem morza, stoi budowla, której wiek i historia wciąż nie przestają zadziwiać. To Red Well – Czerwona Studnia.

Trafiłam tu przypadkiem, jak do wielu z moich ulubionych szkockich miejsc. I cieszę się, że los mnie tam zaprowadził.

Skąd ta nazwa?

Nazwa nie jest przypadkowa. Ze źródła bijącego spod ziemi wypływa woda, która na kamieniach pozostawia charakterystyczny, rdzawy, czerwonawy osad – najprawdopodobniej ze względu na wysoką zawartość żelaza. Woda ta od stuleci uchodziła za leczniczą. Takie żelaziste źródła – tzw. chalybeate springs – były cenione w całej Europie, ale to, co wyróżnia Czerwoną Studnię spośród innych, to budowla, która ją chroni.

środa, 27 maja 2026

The Witches Stone / Kamień Czarownic

 


There is a stone in Forres that most people simply walk past. It sits jammed against a wall on the main road, just metres from the police station — an unremarkable boulder, cracked and held together with iron staples. And yet, if you pause to read the small plaque beside it, something shifts in you. Because this stone remembers.

 

“From Cluny Hill, witches were rolled in stout barrels through which spikes were driven. Where the barrels stopped, they were burned with their mangled contents. This stone marks the site of one such burning.”

— Inscription on the Witches Stone, Forres

 

I live in Moray. I drive past places like this without always stopping. But one grey afternoon, I stopped. And I haven’t quite stopped thinking about it since.

   

W Forres jest kamień, obok którego większość ludzi po prostu przechodzi. Tkwi wciśnięty między chodnik a mur przy głównej drodze, kilka metrów od komisariatu policji — niepozorny głaz, popękany i spięty żelaznymi klamrami. Ale jeśli zatrzymasz się, żeby przeczytać małą tabliczkę przy nim, coś w tobie się zmienia. Bo ten kamień pamięta.

 

„Z Cluny Hill czarownice staczano w grubych beczkach, przez których boki wbito kolce. Tam, gdzie beczki się zatrzymały, palono je wraz z ich zmasakrowaną zawartością. Kamień ten oznacza miejsce jednego z takich spaleń.”

— Napis na Kamieniu Czarownic, Forres

 

Mieszkam w Moray. Przemierzam takie miejsca często bez zatrzymywania się. Ale pewnego szarego popołudnia stanęłam. I właściwie od tamtej pory nie przestaję o tym myśleć.

sobota, 9 maja 2026

Inchdrewer Castle — zamek, który przeżył mord, ogień i wieki zapomnienia

 


Kiedy wyjeżdżasz z Banff na południe i zostawiasz za sobą zatokę z jej stalowo-szarą wodą i krzykliwymi mewami, droga zaczyna się wspinać lekko pod górę. Po jakichś pięciu kilometrach — jeśli wiesz, czego szukasz — zobaczysz go. Inchdrewer Castle. Wieża z szarego kamienia wyłaniająca się znad pól, cicha i uparta, jakby czas nie miał nad nią żadnej władzy.

Byłam przy jego murach. Wiem, co kryją i opowiem Wam wszystko.

Historia: od sławy do popiołów


W SKRÓCIE: Inchdrewer Castle to XVI-wieczna wieża mieszkalna (tower house) w parafii Banff, Aberdeenshire. Wzniesiona około 1542–1557, zniszczona pożarem w 1713, częściowo odrestaurowana w 1971. Wpisana na listę Category A Listed Buildings — najwyższy stopień ochrony zabytkowej w Szkocji. Leży 5,6 km na południowy zachód od Banff, z widokiem na Zatokę Banff.

Zamek zbudowała rodzina Currour. Już w 1599 roku jeden z Currów — George Currour — prowadził spór o ławkę kościelną w kirku Inverboyndie, co mówi wiele o szkockim pragmatyzmie: nawet w kościele liczyło się miejsce.

W 1557 roku Walter Ogilvy z Dunlugas przejął zamek i uczynił z Inchdrewer główną siedzibę rodzinną. Ogilvieowie byli zagorzalymi rojalistami i popierali króla przeciw Przymierzu — Covenantowi. W 1633 roku król Karol I potwierdził ich prawa do ziemi. Siedem lat później nadeszli Covenanterzy.

wtorek, 2 sierpnia 2022

The Wizard Of Gordonstoun



Są takie miejsca na mojej szkockiej mapie, do których chętnie wracam, są też takie tematy, o których mogłabym pisać, bez końca. Dzisiejszy post będzie pośrednio miksem – wracam bowiem do legendy, którą już przedstawiłam na tym blogu (jako jedną z wielu), a zarazem, wstyd się przyznać, po raz pierwszy odwiedzam miejsce z nią związane, które położone jest zaledwie 10 mil od mojego domu!

Post poświęcony legendom Moray cieszył się i nadal cieszy dużą poczytnością na moim blogu. Opisałam w nim znane mi legendy związane z regionem, w którym mieszkam. Wszystkich zainteresowanych zachęcam do jego przeczytania- link tutaj.

Jedna z tych legend należy do moich ulubionych – opowiada bowiem o człowieku, który żył w bardzo mrocznych dla Szkocji czasach- płonących stosów i polowań na czarownice, a jego ekscentryczny tryb życia jak i umiłowanie wszelkich nauk ścisłych budziły we współczesnych podejrzenia o najgorsze rzeczy.

Mimo to nie wahał się żyć według własnych reguł przez co często narażał się na pomówienie o czarną magie. Jednak dzięki swojemu majątkowi i licznym koneksjom, skutecznie unikał oskarżeń czary i kontakty z diabłem.

Moja ulubiona legenda to opowieść o Robercie Gordon, znanym powszechnie Czarnoksiężnikiem z Gordonstoun.

sobota, 30 października 2021

Spooky Scotland



Jak na koniec października przystało w dzisiejszym poście mowa będzie o Halloween, o dokładnie o Halloween w szkockim wydaniu.

Szkocja to miejsce, w którym aż roi się od wszelkiego rodzaju duchów, potworów i bliżej nieokreślonych stworów, nawiedzających tutejsze zamki i domostwa. Każda nawet najmniejsza osada ma tu swoją zjawę, która straszy przybyszy i w ryzach trzyma lokalną społeczność.

Można by rzec, że Halloween jest tu codziennością, a nie tylko świętem obchodzonym 31 października.

Zanim jednak zjawy i wszelkiej maści duchy na dobre rozgościły się na szkockich włościach i w Halloween zaczęły, ze zwielokrotnioną siłą, straszyć; na ziemiach tych obchodzono święto plonów. W dniu tym (lub dniach) na przełomie października i listopada, celebrowano zebranie z pól ostatnich kłosów, i spędzenie zwierzyny po letnim wypasie do zagród, gdzie ją ubijano, aby przez zimowe miesiące zapewnić sobie pożywienie.

SAMHAIN

Okres ten był równocześnie początkiem Celtyckiego Nowego Roku. W każdej z lokalnych wspólnot odbywało sie, w ów czas, coroczne spotkanie gminne, a w nocy 31 października obchodzono Samhain, kiedy to wedle ówczesnych wierzeń duchy zmarłych wracały na ziemię.

niedziela, 14 lutego 2021

Jak Święty Walenty przywędrował do Szkocji

 


W dniu 14 lutego, jak Świat długi i szeroki, wszyscy zakochani obchodzą swoje święto. W sklepach, od serduszek, czerwonych róż, kokardek i wszelkiej maści przesłodzonych gadżetów uginają się półki. Szkoci uwielbiają to święto, podobnie jak większość ludzi na całym świecie, a handlowcy skrzętnie to wykorzystują. Poza tym to jedna z nielicznych obecnie okazji do oderwania się od covidowej rzeczywistości. Kupienie kartki, kwiatów i złożenie czy też otrzymanie życzeń, zdecydowanie poprawia nastrój.

Jednak święto to, jak się powszechnie uważa, nie ma tak radosnych i jakbyśmy to dzisiaj określili, romantycznych korzeni. Jego początki są pogańskie i a chrześcijanie, za akceptacją i zachętą swoich ówczesnych kapłanów, którzy chcieli oswoić swoje bezbożne owieczki z nową religią, zaczęli zamieniać te pogańskie zwyczaje w swoje święta. I tak powstała legenda o Świętym. Walentym i tradycja obchodzenia Walentynek.

Mroczne początki Walentynek

Podobnie jak w przypadku wielu innych świąt chrześcijańskich, dzień Walentynek zbiega się z dawnym świętem pogańskim. Ci z was, którzy interesują się tym tematem, z pewnością wiedzą, że wiele znanych nam obecnie zwyczajów, takich jak np. wieszanie jemioły czy święcenie jajek, ma swoje pogańskie korzenie. Podobnie rzecz ma się z naszymi świętami -Bożym Narodzeniem, Wielkanocą czy dniem Wszystkich Świętych.

Tak też rzecz się ma z naszymi przesłodzonymi Walentynkami. Jednak w przeciwieństwie do nich – Lupercalia, przez nie zastąpione, były bardzo brutalną ucztą.

wtorek, 19 stycznia 2021

MOJA mała SZKOCJA w lockdownie, czyli jak poznawać Szkocje gdy nie można ruszyć się z domu.

fotografia wykonana w 1934 r przez angielskiego lekarza Roberta Kenneth Wilsona

Wakacje, w reżimie sanitarnym; z maseczkami, dystansem i nieustanną dezynfekcją rąk, wydawały mi się dość uciążliwe. Wiele obiektów takich jak lokalne niewielkie muzea i zameczki, otwartych jedynie w sezonie od kwietnia do października, w zeszłym roku, po zakończeniu pierwszego lockdownu pozostało zamkniętych. Zubożyło to ofertę turystyczną. Bardzo mnie to wtedy denerwowało.

Z dzisiejszej perspektywy zaczynam żałować mojego ówczesnego malkontenctwa. Można było bowiem poruszać się po kraju i cieszyć się pięknymi krajobrazami. Z dużą chęcią powróciłabym do tego co było, nawet z tymi wszystkim obostrzeniami z zakazami i niemożnością wejścia do wielu miejsc.

Zamiast tego mam powtórkę z rozrywki. Kolejny lockdown z zakazami i nakazami, bez możliwości wyjazdów, spotykania się z ludźmi, wyjść do restauracji, kina i teatru. Ponownie żyje w internetowej rzeczywistości i ponownie jestem zamknięta w domu.  

Cierpią na tym nie tylko moje finanse, ale również mój instynkt poznawczy. Niestety wszelkie znaki na ziemi i niebie wskazują na to, że nieszybko się to skończy.

Poruszać mogę się jedynie w odległości 5 mil od domu i mam prawo go godzinnego spaceru w trakcie dnia. Trudno w takich warunkach cokolwiek planować, a tym bardziej i zachęcać kogokolwiek z was do zwiedzania.

Staram się jednak nie poddawać i mimo wszystko poznawać Szkocję, tutejszą kulturę i zwyczaje jak również zgłębiać tutejsze mity i legendy. Szczególnie, że mam teraz dużo czasu na czytanie książek i czasopism, jak również szperanie w Internecie i wyszukiwanie ciekawostek. 

sobota, 15 sierpnia 2020

Śladami Makbeta.

Śladami Makbeta. Ale tego prawdziwego.

O królu, którego Szekspir skutecznie zrujnował — i o miejscach, które pamiętają go inaczej.


Kilka tygodni temu postanowiłam poszukać wycieczki jednodniowej po Highlandach. Nic wielkiego — Isle of Skye albo okolice Moray, z przewodnikiem, żeby nie musieć samej nawigować po tych krętych drogach, gdzie owca na środku jezdni to nie anegdota, lecz codzienność.

I znalazłam. Wycieczka zatytułowana dumnie: Śladami Makbeta. Oczywiście się wciągnęłam. Kliknęłam. Przeczytałam program. I westchnęłam.

Inverness. Cawdor Castle. Inverness. Znowu Cawdor Castle. Może jeszcze raz Inverness, dla pewności.

Żadnych miejsc, które rzeczywiście mają coś wspólnego z prawdziwym Makbetem — tym z historii, nie z dramatu. Żadnego Forres, żadnego Dingwall, żadnego Elgin. Szekspirowska wersja króla wygrała z rzeczywistością tak skutecznie, że prawie wymazała tę drugą z turystycznych folderów.

A szkoda. Bo prawdziwy Mac Bethad mac Findlaich — tak brzmiało pełne imię szkockiego króla — był postacią o wiele bardziej interesującą niż sugeruje dramat angielskiego pisarza, który miał swoje powody, żeby go przedstawić w jak najgorszym świetle. O tych powodach napiszę na końcu — wiem, że maturzyści czytają ten blog, więc niech coś z tego wyciągną 😊.

Dziś zabieram was w trasę moją — tę z historią w tle, nie ze sztampowym przewodnikiem w ręku.

niedziela, 21 czerwca 2020

The Stone of Destiny

The Stone of Destiny

Kamień Przeznaczenia — szkocki Święty Graal

Zamek w Edynburgu

Zamek w Edynburgu — miejsce, gdzie dziś spoczywa Kamień Przeznaczenia

Wizyta na zamku w Edynburgu nie tylko na nowo ukazała mi znane fakty z historii Szkocji, ale przypomniała mi również o filmie, który widziałam kilka lat temu w telewizji — The Stone of Destiny. Film o znakomitej obsadzie aktorskiej, oparty na wydarzeniach z 1950 roku, opowiada o grupie studentów z Uniwersytetu Glasgow, którzy wykradli z katedry westminsterskiej kamień koronacyjny szkockich królów i 11 kwietnia 1951 roku umieścili go w Opactwie Arbroath.

Dlaczego akurat tam? To właśnie w tym miejscu, 6 kwietnia 1320 roku, podpisano Deklarację Arbroath — akt, w którym naród szkocki zadeklarował prawo do samostanowienia podczas wojen o niepodległość. Wielu Szkotów postrzega tamten okres jako złotą erę i najlepszy rozdział w dziejach swojego państwa.

Ta zuchwała kradzież — a raczej, jak wolą to przedstawiać Szkoci, odzyskanie skradzionej im przed wiekami własności — nastąpiła w czasie, gdy w kraju odradzał się ruch niepodległościowy i rozpoczynała się dwudziestowieczna walka Szkotów o suwerenność.

niedziela, 26 kwietnia 2020

Szkockie mity i legendy - Moray

Szkockie mity i legendy należą chyba do najbardziej znanych na świecie i cieszą się dużą popularnością wśród ‘przeszukiwaczy’ i poszukiwaczy tego typu treści. Jedni czynią to z ciekawości, inni z chęci przeżycia dreszczyku emocji, albowiem w wielu mitach i legendach znajdziecie elementy grozy i horroru jak również wątki, które aż się proszą o ekranizacje w iście hollywoodzkim stylu. Nie brakuje tu bowiem zbrodni, zdradzonej przyjaźni, nieszczęśliwej miłości, nawiedzonych budynków, duchów i czarów.  Są w końcu i tacy, którzy po prostu lubią czytać ciekawe historie, które są często odzwierciedleniem wierzeń i przekonań ludzi z czasów, w których legenda powstała. 
Nic też dziwnego, że post poświęcony Legendom Moray, który napisałam ponad rok temu, cieszy się niesłabnącą popularnością, niemal tak dużą jak post poświęcony cenie kiltu. Obiecałam, że jak tylko wyszukam nowe legendy to się nimi z wami podzielę. Trochę mi to zajęło i to nie dlatego, że jakoś szczególnie ich poszukiwałam. Legendy te znam już od jakiegoś czasu, ale jakoś nie miałam nastroju do ich opisania i od blisko dwóch miesięcy nie mogłam się zabrać do napisania tego postu.

niedziela, 9 czerwca 2019

Jimmy Page, Aleister Clowley i Boleskine House - LOCH NESS część III.


Jest takie miejsce, nieopodal brzegów Loch Ness, gdzie nawet najbardziej sceptycznie nastawieni do czarnej magii, duchów, zjaw i demonów, tracą rezon i przyznają, że przebywając tam, czuli się, delikatnie mówiąc, ‘dziwnie’. Cały czas mieli wrażenie, że ktoś stał za ich plecami. Wielu z nich odczuwało nieprzyjemny chłód, nawet w bardzo ciepły i słoneczny dzień, lub dziwną energię unoszącą się w powietrzu. Nie mogli oprzeć się wrażeniu, że ich kroki stawały się ciężkie, a jakaś bliżej nieokreślona siła pchała ich do zrobienia czegoś, na co niekoniecznie mieli ochotę. 
Trudno tu trafić, choć znajduje się ono tuż przy głównej drodze prowadzącej do Fort August, kilka mil od Dores Beach. Nie prowadzą tu żadne drogowskazy, a jedynie wtajemniczeni wiedzą, że aby tu dojść, należy się zatrzymać przy małym, kameralnym cmentarzu i udać się ścieżką w górę.

sobota, 6 kwietnia 2019

Legendy Moray


Spynie Palace
Szkockie podania ludowe pełne są opowieści o duchach, zjawach, smokach i potworach. (Szkoci to bardzo przesądna nacja). Wiele z nich jest powszechnie znanych i to nie tylko w Szkocji, ale również na całym świecie. Któż bowiem nie słyszał o potworze z Loch Ness czy też o smoku z Orkney? Moray, hrabstwo, w którym mieszkam ma również swoje mity i legendy. Nie są one tak znane i ‘lansowane’ przez przewodniki turystyczne jak chociażby ta o Nessie, ale równie stare i interesujące.

LEGENDA O DUCHU BISKUPA
Jednym z najbardziej owianych legendą miejsc w Moray jest Zamek Spynie zwany również Spynie Palace, dawna siedziba biskupów Moray. W podaniach ludowych jest od groma opowieści o duchach i zjawach nawiedzających to miejsce. Budowla ta w wiekach średnich była najbardziej okazałym zamkiem na tych ziemiach. Biskupi wiedli tu życie dostatnie i podobnie jak większość kleru przed reformacją, dość rozwiązłe. O ich bogactwach krążyły legendy. Źródeł tych bogactw dopatrywano się w ich niecnych konszachtach z diabłem i uprawianiu magii. Cóż, wielu z nich było, delikatnie mówiąc, dość ekscentrycznymi postaciami, tak jak ostatni katolicki biskup Moray Patrick Hepburn. Jeszcze za jego życia krążyły opowieści o tym, że studiował on Czarną Magię i używał swoich mocy, aby przywoływać demony i złe duchy, które mu wiernie służyły i spełniały jego rozkazy.

sobota, 9 marca 2019

Makbet- historia prawdziwa.


Wzgórze Lady Hill w Elgin, z monumentem wzniesionym w XIX w na cześć  Georga V, ostatniego Duka Gordon, to jeden z najbardziej charakterystycznych elementów panoramy miasta. Rozpościerający się stąd widok zachwyca każdego, kto zada sobie trud, aby po wąskich schodach, a następnie po stromej ścieżce prowadzącej do ruin zamku, wspiąć się na jego szczyt. 
Kolumna, potocznie zwana 'kolumną Gordona', podziwiana u jej podnóża wygląda imponująco. Przy jej ogromie, ruiny dawnego zamku, a właściwe to co z ruin zamku pozostało, wyglądają mizernie i nie przykuwają uwagi zwiedzających. 
Niepozorna sterta kamieni mocno porośnięta trawą i mchem, przypomina raczej rumowisko niż zamkowe mury. Nie ma tu śladu po dawnej świetności tego miejsca. I aż trudno uwierzyć, że w 1140 roku, w zamkowych murach, swego żywota dokonał szkocki król Duncan I, pozytywny bohater dramatu Szekspira i że to właśnie tu zaczęła się prawdziwa historia Makbeta, króla Szkotów.

niedziela, 3 marca 2019

Randolph's Leap (Skok Randolpha) – piękno natury i mroczna średniowieczna tragedia. The beauty of nature and the dark medieval tragedy.


Randolph's Leap 
(Skok Randolpha). 
W samym sercu hrabstwa Moray, na malowniczo wijącej się rzece Findhorn, znajduje się przepiękne miejsce tzw. Randolph's Leap (Skok Randolpha). 
 W miejscu tym nurt jest bardzo wartki, a skaliste brzegi prawie się zbiegają, tworząc obraz, który jedynie natura mogła ukształtować przez wieki. Wpatrując się w nurt płynącej tu wody i przepiękne skaliste brzegi rzeki, aż trudno uwierzyć, że skrywają one kolejną mroczną tajemnicę hrabstwa Moray.
Czytając moje posty (szczególnie te ostatnie) możecie dojść do wniosku, że region, w którym mieszkam, aż roi się od duchów, zjaw i tajemnic pogrzebanych tu przed wiekami wraz z doczesnymi szczątkami dawnych właścicieli zamków. Zapewniam was jednak, że nie dzieje się tu nic nadprzyrodzonego, ani niepokojącego, a miejsce to, w swojej niezwykłości, niczym nie odbiega od wielu podobnych w Szkocji😊

niedziela, 17 lutego 2019

Córka króla, władcy Górnego Nilu.( The daughter of the King, ruler of the upper Nile.)


Córka


Szukając informacji do tego postu, przez przypadek, natrafiłam na stronę objaśniającą znaczenie niektórych hieroglifów. Z nich też ułożyłam coś na kształt zdania, które widnieje w tytule. Mam nadzieje, że znawcy nie poczują się urażeni, a obrazki, które wybrałam, w rzeczywiści to oznaczają- Córka króla, władcy Górnego Nilu(😊).

Król


Z pewnością zastanawiacie się, skąd egipskie pismo obrazkowe na blogu poświęconym Szkocji? Zapewniam Was, że nie zmieniam tematyki bloga😊 i nie przeprowadzam się do kraju Faraonów i Piramid. Nie będzie to też relacja z moich wakacji w Egipcie. Nadal jestem w Szkocji (z małą przerwą na wyjazd do Polski), zwiedzam ciekawe miejsca i poznaje historie oraz legendy tego pięknego kraju.

Władca

 Górnego Nilu


Jak już się zapewne domyślacie jednej z takich legend, łączących Szkocję z Egiptem, poświęcony będzie ten post.

Zapraszam Was w podróż w zamierzchle czasy. Historię tę usłyszałam kilka miesięcy temu od Pana Ramzy- wykładowcy języka angielskiego i arabskiego w Moray College. 

piątek, 8 lutego 2019

Skarb Templariuszy i Katedra w Elgin.(The treasure of the Templars and Elgin Cathedral.)

Kiedy pod koniec roku, korzystając z przepięknej słonecznej pogody, po raz kolejny, wybrałam się, aby zwiedzić ruiny katedry w Elgin, moją uwagę, tym razem, przykuły dwa grobowce umieszczone w jej prawym skrzydle, blisko głównego ołtarza.
Pochówek we wnętrzu świątyni (kościoła lub katedry) był zawsze zarezerwowany dla osób uprzywilejowanych, wpływowych, czy też wybitnie zasłużonych dla Kościoła lub lokalnej społeczności. Często pochowani w takich miejscach grubymi zgłoskami zapisali się w historii miasta, regionu czy też państwa. Niestety pomimo usilnych poszukiwań nie znalazłam żadnej tablicy informacyjnej, czy też innej wzmianki o tych dwóch grobowcach z wnętrza katedry, co jest dość nietypowe jak na realia tutejszych muzeów. Bardzo mnie to zaintrygowało i postanowiłam dowiedzieć się, kim byli ludzie, którzy zasłużyli sobie na ten zaszczyt. To co odkryłam było dla mnie nie lada zaskoczeniem i po raz kolejny przekonałam się, że warto zagłębiać się w historię takich miejsc, bo czasem niepozorne ruiny kryją tajemnice, których nigdy nie spodziewalibyście się w nich odkryć.

niedziela, 20 stycznia 2019

Rait Castle and 'The Handless ghost of Rait'.


Lubicie opowieści o duchach? A może jesteście pasjonatami mrocznych historii o zdradzie, spisku i podstępie, który prowadzi do zbrodni? 
Jeśli tak, to koniecznie musicie zapoznać się z 800 letnią historią zamku Rait Castle i odwiedzić jego przygnebiające, szczególnie o tej porze roku, ruiny.
Zagłębiając się w jego dzieje, znajdziecie opowieść o zakazanej miłości, dwóch zwaśnionych rodach, zdradzie, bankiecie zaplanowanym z myślą o morderstwie, masakrze i duchu zwanym 'The Handless Wraith of Rait'. 
To dramat w iście szekspirowskim stylu. 

Szkocja to dla mnie przede wszystkim fascynująca historia, która wyłania się tu z każdego zakamarka, każdy kamień potrafi opowiadać o minionych wiekach, a ruiny zamków kryją nieodgadnione jeszcze tajemnice i niezliczone opowieści o duchach. Na podstawie każdej z tych opowieści i legend można by napisać niejedną książkę lub nakręcić film w hollywoodzkim stylu, z gatunku płaszcza i szpady.

sobota, 12 stycznia 2019

The mysterie of the Cluny Hill.


Przybywającym do Forres turystom, Cluny Hill jawi się jako przepiękne zalesione wzniesienie zwieńczone wieżą, postawioną tu w 1812 roku dla uczczenia pamięci Admirała Lorda Nelsona. Ze wzgórza rozciąga się malowniczy widok na miasto i pobliskie miejscowości, a okoliczni mieszkańcy spędzają tu długie godziny spacerując ze swoimi czworonogami i na weekendowych piknikach organizowanych u jego podnóża.
 Jednak w przeszłości Cluny Hill nie przedstawiało się tak spokojnie i sielankowo, i bardziej znane było jako miejsce, w którym sądzono i skazywano na śmierć czarownice. Wzgórze to zapisało się mocno na kartach niechlubnej historii Szkocji.