Kilka
miesięcy temu odwiedziłam miejsce, które doskonale wpisuje się w tematykę bloga
„Moja Mała Szkocja" — miejsca rzadko odwiedzane, trochę zapomniane, a
skrywające niezwykłe historie. Jakoś nie mogłam się zabrać, żeby napisać ten
post wcześniej, ale z końcem roku nadrabiam zaległości. I myślę, że dobrze
trafiłam z terminem — bo to idealne miejsce na listę „must visit" na nowy
rok.
Wyprawa
nie była moim pomysłem. Ktoś inny wszystko zaplanował — z głową, bez pośpiechu,
z dbałością o każdy szczegół. Przyznam szczerze: sama lepiej bym tego nie
zrobiła.
I
przyznam też coś innego — zupełnie nie wiedziałam, dokąd jadę. Dopiero na
miejscu, kiedy spotkaliśmy w pobliskim kościele życzliwego kościelnego, który
opowiedział nam historię tego zakątka, dotarło do mnie, jak wyjątkowe i ważne
jest to miejsce.
