Inverness to największe miasto w regionie, w którym mieszkam.
Według statystyk z tego roku, miasto, wraz z przyległymi do niego miejscowościami,
liczy sobie około 70 tys. mieszkańców. Nie jest to duża metropolia, ale ma
wszystko co niezbędne, aby poczuć się tu jak w dużym mieście, a równocześnie cechuje
je, ten ulubiony przeze mnie, klimat zacisznego małego miasteczka.
Większość przybywających
do Inverness turystów, swoje pierwsze kroki kieruje do katedry lub do zamku,
nie skupiając się na detalach i smaczkach jakie to miejsce oferuje. Jest to duży
minus zorganizowanych wycieczek, które starają się pokazać jak najwięcej, w jak najkrótszym
czasie. Nie jestem przeciwna takiej formie zwiedzania, ale wszystkich, w których
drzemie duch przygody, zachęcam do samodzielnego zwiedzania i odkrywania tego
miejsca.
Mam nadzieje, że informacje, które zamieszczam na blogu będą
pomocne i zachęcą was do takiej formy podróżowania i zwiedzania.
Jak tu dojechać (dolecieć) z Polski, napisałam w moim poście
z sierpnia, więc, jeśli rozważacie tę opcję, to zachęcam was do jego lektury.
Przedstawiam wam to miasto z innej strony, moim skromnym
zdaniem, równie ciekawej.
Dzisiaj zapraszam was do odwiedzenia Ogrodu Botanicznego,
który usytuowany jest w niewielkiej odległości od centrum. Można tu łatwo dojechać
samochodem lub (co polecam) zdecydować się na dwudziestominutowy spacer, wzdłuż malowniczego brzegu rzeki Ness.






