sobota, 17 sierpnia 2019

Highland Wildlife Park – ‘Małe szkockie safari’.

Miejsce, które odwiedziłam w zeszły weekend umiejscowione jest na terenie przepięknego Cairngorms National Park, w pobliżu Aviemore. Highland Wildlife Park, bo to niemu poświecę dzisiejszy post, to rodzaj specyficznego zoo. Nazwałam je ‘małym szkockim safari’, dla odróżnienia od safari parku w pobliżu Stirling (Blair Drummond Safari Park). Od razu zaznaczę, że tego drugiego jeszcze nie odwiedziłam. Spotkałam się natomiast z wieloma pozytywnymi opiniami na jego temat. Podobno jest on większy od tego w pobliżu Aviemore. Sprawdziłam stronę internetową i muszę stwierdzić, że niewątpliwie można tam zobaczyć więcej egzotycznych zwierząt. Za to te z Highland Wildlife Park, są bardziej ‘swojskie’ i dodatkowo można je podziwiać w przepięknych okolicznościach przyrody.

Miesiące, od wczesnej wiosny do jesieni to dobry czas na zwiedzanie tego miejsca. Pięknie jest tu również w zimie. Wtedy to bowiem, otaczające park góry są bardziej 'wyeksponowane' i stają się jednym z głównych 'bohaterów' tej szkockiej, safari – przygody.
Wybierając się w te strony i decydując się na zwiedzenie Highland Wildlife Park możecie, przy okazji, odwiedzić pobliskie Aviemore - zimową, narciarską stolicę Szkocji oraz przepiękne, mieszczce się w rejonie Moray, Grantown-on-Spey. Miejscom ty poświecę osobny post. Dzisiaj nadmienię jedynie, że dla miłośników aktywnego wypoczynku, atrakcji jest tam co nie miara.
Pogoda mi dopisała. Było bardzo pięknie i słonecznie, można by rzec - wręcz idealnie na zwiedzanie takiego miejsca! To co jednak, w pierwszym momencie, wydawało się być dużym plusem, po dłuższym pobycie w parku okazało się sporym problemem. 
 I to nie tylko, ze względu, na dające mi się we znaki, po kilku godzinach, znużenie. Większość zwierząt bowiem, zmęczona gorącem, po prostu 'poznikała', szukając ochłody w krzakach lub też pod ustępem skalnym.
Park jest otwarty od godziny 10. Ja zwiedzanie zaczęłam w okolicach godziny 11. O tej porze było już tu dość sporo zwiedzających.

Highland Wildlife Park podzielony jest na dwie części – tą, którą można zwiedzać poruszając się jedynie samochodem i tą, po której spacerując jak w klasycznym zoo, podziwiać, poruszające się po wybiegach zwierzęta. 
Czułam się jak na szkolnej wycieczce i pobyt tu trochę mi taką wyprawę przypominał. Nie wybrałam się tu bowiem własnym środkiem lokomocji. Park, a dokładniej jego cześć, po której można poruszać się jedynie samochodem, zwiedziłam z ‘pokładu’ autobusu. Przyjechałam wraz z kilkoma innym osobami, pracownikami z mojej firmy, w ramach zorganizowanego przez pracodawcę eventu.
Jak już wspomnialam, Safari Park podzielony jest na dwie części. Tą, która można zwiedzać jedynie poruszając się własnym pojazdem i tą przeznaczona wyłącznie dla spacerowiczów.

Zwiedzanie tego miejsca w dobrym towarzystwie było niewątpliwym plusem tej wyprawy. Niestety z autobusu, który nie miał otwieranych okien, nie mogłam dobrze przyjrzeć się i sfotografować zwierząt. Trzeba jednak przyznać, że nasz kierowca zatrzymywał się przy każdym napotkanym przedstawicielu fauny, otwierał szeroko drzwi i chętni, nie wysiadając z pojazdu (obowiązuje tu bezwzględny zakaz jego opuszczania) mogli wykonać zdjęcia. Wiele jednak z obrazów, które ukazały się moim oczom, pozostanie jedynie w pamięci fotograficznej, w mojej głowie. Z zazdrością przyglądałam się posiadaczom mniejszych wehikułów, którzy mogli zbliżyć się do wielu zwierząt, wręcz na wyciagnięcie ręki.


Samochody poruszały się wolno, każdy bowiem chciał przyjrzeć się z bliska zwierzętom, zrobić ‘fotę’ lub selfie. Drogę też często blokowały przechodzące przez nią antylopy, jelenie czy europejskie bizony. I to właśnie te ostatnie były dla mnie bardzo swojskim akcentem. Przyznam się wam bowiem do tego, że pomimo usilnych chęci nigdy nie udało mi się w Polsce dotrzeć do Puszczy Białowieskiej i zobaczyć żyjące na wolności Żubry. Co więcej nie widziałam, ich również w Pszczynie, oddalonej zaledwie 30 km od Katowic, gdzie przez długie lata mieszkałam. W tamtejszym parku, przy pałacu, żyje ich spore stadko. Widziałam je po raz pierwszy w Highland Wildlife Park. Zablokowały, na ponad kwadrans, drogę samochodom i dopiero interwencja pracowników pozwoliła nam przemieszczać się dalej. Musze przyznać, że wyglądają imponująco. Mam nadzieję, ze głupi pomysł naszego ministra ochrony środowiska (w tym rozdaniu politycznym, nazwa nie powinna zawierać słowa ‘ochrony’), ich odstrzału z powodu zbyt dużej populacji(!!!), nigdy się nie zrealizuje.

Przejazd przez tą cześć parku zajmuje ponad godzinę. Zwiedzenie pozostałej, to przynajmniej trzy, cztery kolejne.

Polecam wam, przed przyjazdem tutaj, zaopatrzenie się w lornetki. Ten gadżet jest to bardzo przydatny, szczególnie, że wybiegi dla zwierząt są bardzo rozlegle i często można przypatrywać się nim jedynie w oddali. Ciekawym pomysłem są wybudowane tu platformy widokowe tak, aby zwiedzający mogli lepiej przyjrzeć się życiu i zwyczajom tutejszych mieszkańców. Godzinami można się z nich przyglądać kąpieli, w niewielkim jeziorku, niedźwiedzia polarnego i jego zabawie z piłką, obserwować antylopy, wilki czy też lamy. 
Klasyczne klatki dla zwierząt usytuowane są jedynie w niewielkiej części parku. Zamieszkują je szkockie dzikie koty jak również inne rozliczne pomniejsze ssaki i ptaki.


W parku podane są godziny karmienia poszczególnych zwierząt. Można je wtedy podziać z bliska. Przyzwyczajone do stałych pór posiłków, podchodzą blisko ogrodzenia, ku uciesze turystów. Najbardziej oblegany był wybieg niedźwiedzi polarnych. Trudno mi się było przecisnąć przez tłum i zrobić im zdjęcie.


Małe dzieci trudno oderwać od wybiegu śnieżnych małpek japońskich, których życie i zwyczaje można obserwować z tarasu mieszczącego się w parkowym bistro. Małpki podchodzą, ku uciesze maluchów, jak również dorosłych, do szyby. Do wysokości 70 cm szyba jest pełna odcisków małych rączek i nosów do niej przyklejonych. Małpki są naprawdę przeurocze!


 Jak na w Szkocje przystało, nie mogło zabraknąć również elementów przypominających o konieczności ochrony środowiska. Rzeźba białych niedźwiedzi wykonanych z plastikowych odpadów, skłania do myślenia.




Park jest bardzo dobrze rozplanowany i oznakowany. Nie sposób się tu zgubić. 

Dla dzieci, które chciałyby odpocząć od zwiedzania przygotowany jest plac zabaw z licznymi atrakcjami. 

Miłą niespodzianką  było dla mnie tutejsze bistro, oferujące dość duży wybór dań.
Ja skusiłam się na pieczonego ziemniaka z jednym z moich ulubionych dodatków- sałatką coronation chicken. Dobra kawa i lody dopełniły całości, a wszystko to w przystępnej cenie.

Czas tu spędzony zaliczam zdecydowanie do udanych. Polecam to miejsce. Dobrze je zwiedzić w większym gronie. Cena biletu jest wtedy niższa. Pojedynczy bilet kosztuje 17.50£, a czteroosobowy, rodziny to koszt 35£.
Zamieszczam link do strony internetowej, gdzie znajdziecie wszystkie interesujące was szczegóły. 


Życzę wam udanego pobytu w tym miejscu. Pamiętajcie wybierając się tutaj o dobrych butach. Szpilki to nienajlepszy pomysł, jeśli chcecie odwiedzić to miejsce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz