Kilka
miesięcy temu odwiedziłam miejsce, które doskonale wpisuje się w tematykę bloga
„Moja Mała Szkocja" — miejsca rzadko odwiedzane, trochę zapomniane, a
skrywające niezwykłe historie. Jakoś nie mogłam się zabrać, żeby napisać ten
post wcześniej, ale z końcem roku nadrabiam zaległości. I myślę, że dobrze
trafiłam z terminem — bo to idealne miejsce na listę „must visit" na nowy
rok.
Wyprawa
nie była moim pomysłem. Ktoś inny wszystko zaplanował — z głową, bez pośpiechu,
z dbałością o każdy szczegół. Przyznam szczerze: sama lepiej bym tego nie
zrobiła.
I
przyznam też coś innego — zupełnie nie wiedziałam, dokąd jadę. Dopiero na
miejscu, kiedy spotkaliśmy w pobliskim kościele życzliwego kościelnego, który
opowiedział nam historię tego zakątka, dotarło do mnie, jak wyjątkowe i ważne
jest to miejsce.
Miejsce to znane jest pod nazwą College of Scolan i było katolicką szkołą wzniesioną na początku XVIII wieku (1716 r.), która funkcjonowała jako seminarium, w którym potajemnie do roku 1799 ( kiedy to uczelnię przeniesiono do bardziej odległego miejsca, Aquhorthies College, które miało większe pomieszczenia i więcej miejsc noclegowych), uczyło się około stu młodych ludzi, którzy po jej ukończeniu wyjeżdżali, aby kształcić się na księży w szkockich szkołach usytuowanych poza granicami kraju.
Tajne
seminarium na wrzosowiskach
College
of Scalan to szkockie katolickie seminarium, działające od 1717 do 1799 roku —
przez większą część XVIII wieku jedyne miejsce w Szkocji, gdzie kształcono
przyszłych księży katolickich, zwanych heather priests, czyli „kapłanami
wrzosowisk". W tym czasie wykształcono tu ponad stu duchownych.
Biskupi
katoliccy wybrali tę odległą lokalizację celowo — by uniknąć prześladowań ze
strony wojsk hanowerskich. Scotland's Finest Sama nazwa Scalan pochodzi od
gaelickiego słowa sgàlan, oznaczającego strzechy z darni,
charakterystyczne dla tego terenu. Glenlivetestate
Miejsce to było szczególnie ważne dla katolickiej wspólnoty w Szkocji — inne tego typu ośrodki w Highlands zostały zniszczone po pierwszym powstaniu jakobickim. Seminarium funkcjonowało dzięki wsparciu miejscowych książąt Gordon, których ziemie dawały mu pewną ochronę.
Historia Scalan nie była jednak spokojną — w 1746 roku, po klęsce powstania Bonnie Prince Charlie'ego, budynek został doszczętnie spalony przez wojska księcia Cumberlanda. SCO News Odbudowano go, lecz represje nie ułatwiały dalszego funkcjonowania. Seminarium było wielokrotnie atakowane i palono je do gruntu, a za każdym razem odbudowywano na nowo. W 1799 roku uczelnię przeniesiono do Aquhorthies, miejsca mniej odległego, dysponującego większymi pomieszczeniami i zapleczem noclegowym. Scotland's Finest
Jak
to wygląda dziś?
Budynek
wygląda bardziej jak dom farmera niż szkoła czy kościół — i to było zamierzone.
Konspiracja wymagała niewinnego wyglądu. Otaczają go zabudowania gospodarcze i
mały młyn. Cały obiekt jest praktycznie niewidoczny, dopóki nie podejdzie się
bardzo blisko. Scotland's Finest
Historia
tego miejsca jest burzliwa i kiedy się tu stoi, trudno uwierzyć, że w tak
skromnych warunkach wykształcono aż tylu duchownych.
Jak
tu dotrzeć?
Weźcie
pod uwagę, że do Scalan można dotrzeć jedynie pieszo — około kilometra wzdłuż
polnej drogi od parkingu przy Carrachs. Scotland's Finest Dobre buty to absolutna konieczność,
zwłaszcza po deszczu.
Dojeżdżając
samochodem: z Tomintoul jedźcie drogą B9008. Tuż za Auchnarrow, około pięciu
mil dalej, Scalan jest oznakowany po prawej stronie. Możecie też wpisać w
nawigację kod pocztowy AB37 9JS — doprowadzi was do Chapeltown of
Glenlivet. Po prawej stronie zobaczycie kościół katolicki, gorzelnię i
rozlewnię Highland Spring. Scalan leży milę dalej, wzdłuż wiejskiej drogi.
Mała
niespodzianka w drodze powrotnej
W
drodze powrotnej koniecznie zajrzyjcie do kościoła w Chapeltown. Ja sama
zatrzymałam się przy nim właściwie przez przypadek — zauważyłam przy wejściu
figurę Matki Boskiej. Takich figur nie spotkasz w tutejszych kościołach
protestanckich, są one charakterystyczne wyłącznie dla świątyń
rzymskokatolickich. Kiedy zobaczyliśmy, że ktoś właśnie otwiera drzwi,
postanowiliśmy spróbować szczęścia. Miły kościelny z radością wpuścił nas do
środka i pozwolił fotografować.
Wnętrze
to ciekawa mieszanina — katolicka liturgiczna symbolika splata się z prostotą
charakterystyczną dla szkockich kościołów protestanckich. Z dumą podkreślił
też, że tutejsi katolicy są „rdzennie" szkoccy — nie przybysze z Irlandii,
ale część tej ziemi od pokoleń.
Mieszkam
w Szkocji już ponad dekadę i dobrze rozumiem te niuanse. Religia jest tu
tematem delikatnym — lepiej nie poruszać go przy byle okazji. Ale kiedy sam
kościelny chce ci o tym opowiedzieć — słuchaj uważnie. To historia, którą warto
znać.
PS.
Zrobiłam podczas tej wyprawy bardzo dużo zdjęć — niestety nie zmieszczą się
wszystkie w jednym poście. Wkrótce dodam osobną galerię. Obiecuję!
********
College of Scalan — Off the Beaten Track
A few months ago I visited a place that fits this blog
perfectly — tucked away, easily overlooked, and hiding a remarkable story. Life
got in the way of writing this post sooner, but here we are at the end of the
year, catching up. And I think the timing is just right, because this is
exactly the kind of place that deserves a spot on your "must visit"
list for the new year.
The trip wasn't my idea. Someone else planned it all —
thoughtfully, unhurriedly, with an eye for detail. I'll be honest: I couldn't
have done it better myself.
And I'll admit something else — I had no idea where we
were going. It was only on arrival, when we met a friendly caretaker at the
nearby church who told us the history of this corner of Scotland, that the full
weight of what I was looking at began to sink in.
A Secret Seminary on the Heather
The College of Scalan was a Scottish Catholic seminary operating from 1717 to 1799 — for much of the 18th century, the only place in Scotland where young men were trained as Catholic priests, known as the heather priests. Over a hundred priests were trained here despite numerous attacks by Hanoverian soldiers.
Catholic bishops chose this remote location
deliberately, to avoid persecution by Hanoverian troops. Scotland's
Finest The name Scalan
itself comes from the Gaelic word sgàlan, meaning a turf-roofed sheiling
— a type of shelter once common in these hills. Glenlivetestate
The college was especially vital for Scotland's
Catholic community at a time when similar institutions in the Highlands had
been destroyed in the aftermath of the Jacobite risings. It survived thanks
partly to the protection of the Catholic Dukes of Gordon, on whose lands it
stood.
Its history was far from peaceful — in 1746, following the failure of Bonnie Prince Charlie's Jacobite Uprising, the building was burned to the ground by troops under the Duke of Cumberland. SCO News It was rebuilt, but the reprisals that followed made life difficult for the seminary. Scalan was attacked and burned on several occasions, yet each time it was rebuilt.
In 1799 the college was finally moved to Aquhorthies —
a less remote site with larger premises and better accommodation. Scotland's Finest
What You'll Find Today
The building looks more like a farmhouse than a school
or place of worship — and that was entirely intentional. Blending in was a
matter of survival. Outbuildings and a small mill surround it. The college is
largely invisible until you are very close Scotland's
Finest — which
tells you everything about how its inhabitants lived.
Standing here, knowing its history, it's hard to
believe that so many men were educated in such modest, dangerous circumstances.
Getting There
Do bear in mind that Scalan can only be reached on
foot — around a kilometre along a rough farm track from the car park at the
Carrachs. Scotland's
Finest Good walking
boots are essential, particularly after rain.
By car: from Tomintoul, take the B9008. Just past
Auchnarrow, about five miles along, Scalan is signposted on the right. You can
also use the postcode AB37 9JS in your sat-nav — it will bring you to
Chapeltown of Glenlivet. From there, look for the Catholic church, the
distillery, and the Highland Spring bottling plant on your right. Scalan is
around a mile further along the country road.
A Small Surprise on the Way Back
On the return journey, do stop at the church in
Chapeltown. I almost walked past it — until I noticed a statue of Our Lady by
the entrance. You won't see figures like that outside Catholic churches;
they're not part of Protestant tradition here. When we spotted someone opening
the church door, we decided to try our luck. A warm and welcoming caretaker let
us in and was happy for us to look around and take photographs.
The interior is a fascinating blend — Catholic
liturgical symbolism woven together with the simplicity you'd expect of a
Scottish country church. He mentioned with some pride that the Catholics of
this area are native Scots — not incomers from Ireland, but people with
roots here going back generations.
I've lived in Scotland for over a decade now and I
understand these nuances well. Religion is a sensitive subject here — not one
to raise casually. But when someone offers to share that story with you, listen
carefully. It's one worth knowing.
PS. I took far too many photos to fit into one post. A
separate photo gallery is coming soon — I promise!
Świetny wpis! Uwielbiam takie miejsca z historią, ukryte gdzieś „off the beaten track” – mają niesamowity klimat i pozwalają poczuć ducha dawnych czasów. College of Scalan wygląda magicznie, aż trudno uwierzyć, że kiedyś było to tak ważne centrum edukacyjne!
OdpowiedzUsuńZaciekawiło mnie, jak wygląda sama droga do tego miejsca – czy jest dobrze oznakowana, czy raczej trzeba się trochę nagimnastykować, żeby tam dotrzeć? No i jak z atmosferą na miejscu – czy faktycznie czuć tam tę surowość i izolację, o której wspominasz?
Dzięki za inspirację, dopisuję Scalan do mojej listy miejsc do odwiedzenia w Szkocji! 😊
Cieszę się, że wpis Cię zainspirował i że Scalan trafia na Twoją listę
UsuńPrzepraszam za tak późną odpowiedź — komentarz jakoś mi umknął i dopiero teraz go odnalazłam. Skoro minęły już dwa lata, może masz to miejsce za sobą? Bardzo chętnie usłyszę, czy udało Ci się odwiedzić Scalan i jakie wywarło na Tobie wrażenie! 😊
Co do drogi — jest oznakowana, ale skromnie. Z Tomintoul jedzie się drogą B9008 i przy odrobinie uważności wypatrzysz tabliczkę po prawej stronie. Nawigacja z kodem AB37 9JS dowiezie Cię do Chapeltown of Glenlivet, a stamtąd już tylko mila wiejską drogą do parkingu. I tu zaczyna się ta „gimnastyka" — ostatni kilometr pokonuje się pieszo, polną ścieżką. Po deszczu potrafi być błotnista, więc dobre buty to absolutna podstawa. Ale właśnie ta mała niedogodność sprawia, że kiedy już tam dotrzesz, czujesz, że naprawdę gdzieś dotarłeś.
A atmosfera? Tak, ta surowość i izolacja są jak najbardziej prawdziwe. Budynek stoi w dolince, praktycznie niewidoczny dopóki nie podejdziesz bardzo blisko — i to robi ogromne wrażenie. Cisza, wrzosowiska dookoła, szum rzeczki. Aż trudno sobie wyobrazić, że w tym skromnym, niepozornym miejscu przez ponad osiemdziesiąt lat potajemnie kształcono przyszłych księży. Można poczuć i tę izolację, i niesamowitą determinację ludzi, którzy tu żyli i uczyli się.
Koniecznie daj znać jak tam byłeś/byłaś — bardzo chętnie posłucham wrażeń! 😊
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń